"Iskra bogów. Nie kochaj mnie" - Marah Woolf

Ostatnio coraz częściej wpadają w moje ręce książki, które wzorowane są na mitologii. Tym razem trafiłam na historię miłosną, w roli głównej z greckim bogiem. I przyznać muszę, że mam mieszane uczucia wobec tej książki.

"Nie kochaj mnie" to książka, którą bardzo szybko pochłonęłam i podobały mi się elementy mitologii, które w niej występowały, ale sam wątek tych wielokątów miłosnych doprowadzał mnie do nerwicy, naprawdę. I właśnie przez to sama nie wiem, co mam myśleć o tej książce, bo szybko się ją czyta i ciekawi, ale wątek miłosny całkowicie ją psuje.

Jeśli chodzi o trójkąty w książkach, nie mam do z nimi problemu, mogą być, ale gdy dostaję to w takim wykonaniu jak tutaj, to jednak nie mogę siedzieć cicho. Zacznijmy od tego, że wszystko kręci się wokół zadufanego w sobie Prometeusza, który niby jest kreowany na postać o dobrym sercu, stwórcę ludzi, ale tak naprawdę ma ich w nosie, bo doprowadza ich do cierpienia.

Prometeusz sam nie wie, czego chce. Skacze sobie z kwiatka na kwiatek. Najpierw mamy Melissę, później Robyn i Jess. I ja rozumiem, że to bóg, który niesamowicie wygląda, ale dziewczyny pokazane w tej powieści maja papkę w głowie zamiast mózgu. Wszystkie o niego rywalizują i skaczą wokół niego, co dla mnie jest żenujące. Niemniej jednak najbardziej zawiodłam się na Jess i Robyn. Generalnie Robyn to postać, której zachowanie jest do przewidzenia, ale to jak potraktowała Camerona, na rzecz Caydena vel Posejdona i swoją przyjaciółkę Jess, którą zna od dzieciństwa, to totalna słabizna i znienawidziłam tę postać na maksa. Jest ona typową gwiazdeczką, księżniczką, która musi mieć wszystko i wcale nie jest miła, bije z niej zawiść.

Jess natomiast jest dla mnie ciapą. Po pierwsze lata za Robyn, która po niej, że tak to ujmę "ciśnie", obraża ją, mówi jej w prost, że jest brzydka i nie zasługuje na kogoś tak przystojnego jak Cayden, a po drugie lata za Prometeuszem, który niby ją chce, ale poprzez swoją misję, która i tak jest już stracona, robi jej nadzieje, idzie do Robyn, znowu wraca i znów ją zostawia. Dla mnie to niezrozumiałe, złe i dziwne.

Nie podoba mi się w tej książce traktowanie dziewczyn jak lalki, które na widok przystojnego mężczyzny od razu się ślinią i tracą głowę. I naprawdę każda z dziewczyn została tak potraktowana, nawet kobieta, która jest nauczycielką na obozie i ma swojego mężczyznę. Dla mnie to mega słabe, że autorka stawia na zdrady i traktowanie kobiet jak bezmózgie zombie.

Wątek misji Prometeusza był fajny, ale został na wejściu zdeptany i bez sensu prowadzony do końca. No bo niby miała zostać wybrana dziewczyna, która będzie mu się opierać, jednak wszystkie się na niego rzucały, a Robyn szczególnie. Nie rozumiem więc nadal idei tego wątku.

To co mi się podoba w tej książce, to elementy, które niezwiązane są z tym wielokątem miłosnym. Fajnie wykreowane są postaci bogów i istot, które pochodzą z ich świata. Polubiłam Zeusa, Atenę, Herę czy też Apolla. Również podobały mi się wstawki i przemyślenia Hermesa, który mnie rozbawiał zachowywaniem się jak taka plotkara.

Kolejnym ciekawym elementem jest wprowadzenie do historii brata Prometeusza, którego czarny charakter lubię, bo jest bardzo wyraźny. Do tego tajemnica związana z Jess jest bardzo ciekawa. Wilki Apolla również zrobiły na mnie wrażenie.

Generalnie wszystkie elementy powieści, które niezwiązane są z tym, jak dla mnie, żałosnym wielokątem miłosnym, są bardzo ciekawe i dzięki nim nie odłożyłam tej książki.

Czy sięgnę po drugą część? Muszę to dokładnie przemyśleć. Z jednej strony ciekawi mnie, co będzie dalej, ale z drugiej strony wizja wielokątu miłosnego mnie nie zachęca.

Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Media rodzina.




Natalia Zaczkiewicz
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Chyba jednak nie skuszę się na taką książkę. Dzięki za recenzję.

    OdpowiedzUsuń