"Kręcone siekierą: 9 seansów Smarzowskiego" - Marcin Rychcik


Na planie filmowym zazwyczaj najpierw jest się reżyserem, a dopiero potem człowiekiem. Ma się w głowie swój wymarzony obraz filmu, ale na każdym etapie realizacji coś ucieka, czegoś się nie da. Zdjęcia to czas, w którym to przesypywanie się przez palce jest najdotkliwsze. I praktycznie nieodwracalne. To, czego się nie nakręci - nie znajdzie się w filmie. To, co się nakręciło źle - takim też pozostanie. Liczy się tylko to, co na ekranie. Reżyser robi film z ekipą. A pod ekranem stoi sam.

~Marek Cydorowicz

 Każdy w Polsce kojarzy z pewnością nazwisko "Smarzowski: i utożsamia je z kinem. Bez dwóch zdań jest to wyróżniający się w polskiej kinematografii twórca. Marcin Rychcik, debiutant na wielkim ekranie jednego z filmów W. Smarzowskiego, pt. "Kler", postanowił podzielić się ze światem wewnętrzną stroną każdego z dzieł reżysera. Liczne obserwacje, długie rozmowy i spotkania zaowocowały tąż książką. Czy wynikło z tego coś zachwycającego i oryginalnego?


 Zaczynając od samej budowy, wspomnę, iż 80% książki to właśnie wspomnienia - aktorów, operatorów, kostiumowców, dźwiękowców, etc., a pozostała część to wstępy napisane przez autora, nakreślające, z czym mamy do czynienia. Wstęp rozpoczynają cytaty osób, które znają Wojciecha Smarzowskiego. Opisują jego styl, pracę, osobowość i charakter. Żeby nie było zbyt kolorowo, to opinie nie są tylko pochlebne, co nadaje książce bardziej autentycznego wymiar. Następnie autor wtajemnicza nas w świat filmów artysty w porządku chronologicznym (Kolejność - Małżowina, Kuracja, Wesele, Dom zły, Róża, Drogówka, Pod mocnym aniołem, Wołyń i Kler). Każdy opatrzony jest solidnym opisem, przypominającym recenzję, a następnie przechodzimy do dziejów danego filmu, opowiadane przez współautorów. Opiewają one niezwykłą szczerością, dokładnością i inteligencją z nutą otwartości. 

 Moją uwagę przykuło przede wszystkim to, że nie jest to książka napisana od niechcenia. Widać, że autor poświęcił jej niesamowicie dużo czasu, na co wskazuje dbałość o najmniejsze detale. Samo zdobycie tak wielu relacji tych wszystkich osób, które w jakiś sposób przyczyniły się do powstania filmów Smarzowskiego, z pewnością zajęło ogrom czasu. Z pozoru zwyczajne rozmowy o twórczości stały się przyczyną powstania takiej książki. Potrzebnej książki. Ludzie pobieżnie oglądają filmy, nie zgłębiają się w ich problematykę, a już tym bardziej nie doceniają wysiłku ekipy i trudu, z jakim się mierzyli. Kwitują seans kilkoma oklepanymi zdaniami i myślą, że już wszystko wiedzą o filmie; dlatego uważam, że książek tego typu powinno być więcej, a co najważniejsze - powinno się je częściej czytać. To ważne, by znać dorobek kulturowy naszych rodowitych artystów i nie myślę w tym momencie o znawcach kina. Polska kinematografia jest bardzo niedoceniona, ale to tylko dlatego, że jest przez większość nierozumiana.

 Nie od dziś wiem, że w filmach Smarzowskiego jest wiele przemocy, trudnych tematów i powszechnie uznawane zło. Jego dzieła nie są łatwe do przetrawienia, to bez wątpienia trudne kino, nie dla każdego, choć o każdym. Dzięki tej książce mogłam na nowo przeżyć niektóre sytuacje/sceny z jego filmów, dzięki wypowiedziom twórców. To sprawiło, że nabrałam jeszcze większego respektu do nich, ze względu na wysiłek, jaki podjęli. Nie jest łatwo stworzyć film, są to lata praktyk, prób i błędów, a także nieustannych wahań. Nie wspominając już o sferze emocjonalnej. Ciekawym było również to, że pokazuje ona reżysera takiego, jakim jest naprawdę. Poznajemy go od środka, nie tylko jako napis wyświetlający się zaraz na wstępie filmu.

 Język użyty w książce jest lekki, docierający do czytelnika, ale skłamałabym, mówiąc, że można ją "pochłonąć" w dwa wieczory. To zdecydowanie książka na kilka razy. Bynajmniej nie dlatego, iż źle się ją czyta - wręcz przeciwnie - chodzi o to, by móc dać sobie czas do namysłu i przyswoić pewne fakty. Nie byłam nastawiona na takie wrażenia, co było dużym błędem, gdyż książka w żadnym stopniu mnie nie zawiodła, a wręcz zachwyciła. Żałuję natomiast, że tak mało w niej zdjęć i kadrów, bo są świetniej jakości i przyjemnie jest na nie patrzeć.

 Marcin Rychlik wykonał kawał dobrej roboty, tworząc tę książkę. Pozaznaczane cytaty już teraz stanowią dla mnie ważną lekcję i mam nadzieję, że pozostali czytelnicy również będą mogli się zagłębić w tę pozycję.

Ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - Axis Mundi
Paulina M.


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz