"Mysia w przedszkolu" - Lucy Cousins

Kiedy rozpakowałam paczkę z tą piękną bajeczką, zastanawiałam się, jakim cudem nie znałam wcześniej wydawnictwa dwie siostry! Uwielbiam nowinki także te dla dzieci, sama mam w domu
czterolatkę, która tak, jak mama kocha książki, więc z wielką radością je jej podsuwam. Najbardziej lubimy te kolorowe, nadzwyczajne, ruchome, z piękną grafiką. Mam słabość do wydawnictw, które w swojej ofercie mają właśnie takie, najbardziej nam odpowiadające bajki, cieszę się, że "Mysia w przedszkolu" sprawiła, że mogę dodać kolejne wydawnictwo do mojej listy najbardziej cenionych i lubianych!


W pierwszej kolejności ujęła mnie twarda, barwna okładka i uśmiechająca się z okładki mysz, którą okazuje się, że dobrze znam z dzieciństwa! Dzieci lubią takie postacie, ich łagodne kontury i przyjemne barwy. Największą zaletą tej bajki są otwierane klapki i strzałeczki, które przy pociągnięciu sprawiają, że obrazek się porusza. Malec sam tworzy historię jednym zaledwie ruchem.


Na początek chcę Wam jeszcze wspomnieć o tym, że nie jest to książeczka zawierająca dużą ilość tekstu, nie liczcie też na to, że wspomoże Was ona znacznie w trudnym procesie adaptacji dziecka w przedszkolu. Oczywiście nie wykluczam tego, ale w naszym przypadku nie miała naprawdę żadnego znaczenia. Ten rok, mimo że już drugi, nie jest dla nas łatwy, moja córka codziennie, jak mantrę powtarza, że nie chce iść do przedszkola, tylko woli zostać w domu. Kryzysy są niemal codziennie, ale na szczęście szybko mijają. Miałam cichą nadzieję, że Mysia ją zachęci, ale zupełnie nie takie zadanie ma ta bajeczka. Czy mimo to jestem rozczarowana? Bynajmniej!


Każda strona jest solidna, myślę, że ciężko będzie ją zniszczyć, co nie jest przecież bez znaczenia, w końcu odbiorcą są dzieci. Każda strona jest też barwna, przedstawia Mysię malującą obrazy, Mysię bawiącą się w domku, Mysię tańczącą, karmiącą rybki, a także wychodzącą już do domu. Myszka jest jedyną bohaterką tej książki, nie ma tu ani pani przedszkolanki, ani innych przedszkolaków. Do każdej ilustracji dołączone jest jedno zdanie, bardzo krótko opisujące czynność, jaką Mysia wykonuje.

Gdy nasza Myszka maluje obrazki dziecko może je przesunąć i zobaczyć wcześniejsze jej prace. Kiedy Myszka bawi się w domku, mały czytelnik może otworzyć okienka i drzwi, by ją podejrzeć. Przy pisaniu bajki jest niespodzianka, za pomocą strzałki kredka się porusza, a mało tego ruchome są też strony i piórnik, w który możemy zajrzeć. W środku bajeczki kilkulatek ma też małą lekcję matematyki. Trzy krótkie działania, które wykonuje Mysia, mogą także wykonać dzieci. Za pomocą strzałek, w okienku zobaczymy prawidłowy wynik. Prócz tego, co wymieniłam, urwis może jeszcze poruszyć ciałem Mysi tak, by zatańczyła, pomóc akwariowym rybkom zjeść sypaną przez Mysz karmę i pomóc jej włożyć czapkę oraz kurteczkę.


Tekstu jest naprawdę bardzo mało, ale myślę, że dzięki temu bajeczka nada się dla dziecka bardzo małego, ale również dla starszaka. Niemowlak nie będzie zainteresowany historią. Krótkie zdanie, z prostym przekazem, barwna ilustracja i atrakcje w postaci ruchomych przedmiotów wystarczą, by zachwycić małego brzdąca. Z kolei starszak może poćwiczyć opowiadanie, zachęćmy go do poruszenia obrazek i opowiedzenia o tym, niech da się ponieść wyobraźni, niech swoimi słowami opisze nam, co dzieje się na ilustracji, w co ubrana jest bohaterka, co znajduje się obok niej i tak dalej. Mamy dużo możliwości, wystarczy otworzyć umysł, naprawdę! Bardzo polecam Wam tę bajeczkę i nie mogę się doczekać Waszych opinii.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz pięknie dziękuję Wydawnictwu dwie siostry





Julia Komorska

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz