"Nie pozwól mu odejść" - Tomasz Kieres

Mężczyzn w naszym literackim świecie nie brakuje, doskonale piszą thrillery, kryminały, dramaty, reportaże, ale męskie nazwisko na okładce romansu, czy też powieści obyczajowej nadal jest rzadkością, choć zauważyłam, że z roku na rok, coraz więcej autorów płci męskiej porywa się na ten gatunek. Zawsze intryguje mnie stworzony przez płeć przeciwną romans i niemal zawsze staram się przekonać, co kryje się za okładką takiej książki. Kobiety są zazwyczaj bardziej wylewne, jesteśmy przecież w dużej mierze romantyczkami, nierzadko tworzony przez autorkę świat jest bardziej kolorowy, pełen szczegółów, na które mężczyźni nie zwracają raczej uwagi. Dlatego właśnie intrygowało mnie, jak poradził sobie z trudnym zadaniem, napisania powieści romantycznej, która kupi nasze serca, Tomasz Kieres.

Niestety, na tak zwane dzień dobry - trafiłam na pierwszy minus. Nie jakiś specjalnie znaczący, ale jednak. Zauważyłam, że pisarze boją się narracji pierwszoosobowej, może ciężko byłoby im pisać z punktu widzenia kobiety? Tego nie wiem, ale narracja w trzeciej osobie nieco mnie zawiodła, bo szczerze jej w romansach nie lubię. Kiedy zagłębimy się dalej, poznajemy głównych bohaterów i tu z kolei będzie pierwszy plus! Mamy mnóstwo powieści romantycznych o ludziach bardzo młodych, mam tu na myśli nastolatków i tych przed trzydziestką, Tomasz Kieres w swojej powieści osadził bohaterów dojrzałych, po przejściach, z dużym bagażem emocjonalnym. Zarówno Lena, jak i Kamil mają za sobą nieudane związki, wciąż jeszcze niezagojone rany i wewnętrzną potrzebę miłości.
Pierwsze spotkanie, a także te kolejne są magiczne i wyjątkowe. Najpierw lotnisko, później samolot, a potem już piękne miejsce, w którym wszystko wydaje się bardziej pozytywne, prostsze... Niezaprzeczalnie między naszymi bohaterami pojawia się chemia, fascynacja sobą nawzajem, dojrzałe i długie rozmowy, ale okazuje się, że szara rzeczywistość, powrót do trosk i ciężkie przeżycia wychodzą na wierzch, a uczucie nie jest już tak silne, jak pozornie się wydawało.

Myślę, że Tomasz Kieres miał pomysł na tę książkę i to nawet dobry pomysł, ale czegoś tu zabrakło... Pierwsza część powieści jest bardzo intrygująca, początki znajomości, motylki w brzuchu, które wcale nie są zarezerwowane tylko dla nastolatków, wiara w to, że każdy może się zakochać. Jednak im dalej, z każdą kolejną stroną jest już mniej ciekawie, autor bardzo dużą część powieści poświęcił na analizę postaci. Wałkuje ich rozterki, przemyślenia, stara się, jak najdokładniej pokazać nam, z jakimi zmagają się problemami, jakie trudne podejmują decyzje, a także, jakie są ich konsekwencje. Tylko, czy czytelnik rzeczywiście ma na to ochotę? Co za dużo, to niezdrowo. Biorąc do rąk romans, chce akcji, chce żeby coś się działo, nie jest już ważne, czy to mają być dramaty, czy pełne szczęścia chwile, po prostu musi się dziać COŚ.

Nie czytałam poprzedniej książki Tomasza Kieresa, ale natknęłam się na wiele pozytywnych recenzji. Szalenie byłam ciekawa tej powieści i trochę mi przykro, że się rozczarowałam. Swojego rozczarowania w żadnym razie nie łączę z tym, że autor jest mężczyzną, bo naprawdę świetnie sobie poradził z opisem scen, dialogami, szczegółami. Myślę po prostu, że gdzieś się odrobinkę zagubił, ale z chęcią przeczytam kolejną Jego książkę, by sprawdzić, czy tutaj miałam do czynienia z poślizgiem, czy zwyczajnie Tomasz Kieres taki ma styl.

Ocena: 5/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Filia


Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: