"Przedszkole Pani Matyldy. Zosia i złote serce" - Aneta Grabowska

Zakochałam się w tej książeczce od pierwszej chwili, gdy wzięłam ją w ręce. Niewątpliwy wpływ na to miała twarda, solidna oprawa i zachęcająca, barwna okładka. Tytułowa Pani Matylda puszcza do nas oczko i zachęca to zagłębienia się w historię wewnątrz. Podoba mi się bardzo tematyka i nie bez powodu też wybrałam tę bajkę. Moja córka ma za sobą już rok przedszkola, sądziłam, że dzięki temu w tym roku będzie jej już łatwiej, niestety miewamy lepsze i gorsze dni, ze znaczną przewagą tych gorszych. Anielce do przedszkola ciężko jest pójść, wymyśla już wymówki (swoją drogą bardzo konkretne, jak na czterolatkę), płacze, marudzi, ale wraca zawsze zadowolona i uśmiechnięta... Więc najtrudniej jest po prostu wstać i pójść. Pomyślałam sobie, że może książka, w której przedszkole przedstawione jest bardzo pozytywnie, wpłynie na moją córeczkę, pokaże jej, że naprawdę warto tam chodzić.

Pani Matylda jest przedszkolanką z powołania, na medal! Ma torebkę, w której zawsze są wszystkie przydatne rzeczy - nazywa ją niezbędnikiem. Do jej grupy uczęszcza ośmiu zuchów, a każdego z nich możemy dzieciom przedstawić, ponieważ do każdego dziecka dopisane jest jego imię i to na samym początku. Wśród dzieci znalazła się nawet imienniczka mojej córki, co nas bardzo ucieszyło. Tematy, jakie poruszyła w tej książeczce Aneta Grabowska są bardzo ważne.



Pierwszą nauką, jaką można wyciągnąć z tej publikacji, jest to, że smutek staje się mniejszy, gdy się nim podzielimy. Jeśli dziecko coś trapi, coś zasmuca, doprowadza do łez, wyjaśnijmy mu, że jeżeli powie nam, jaki jest powód, to wspólnie łatwiej będzie nam go rozwiązać. Przy zakończeniu rozdziału jest coś takiego, jak Słowniczek Pani Matyldy, nauczycielka tłumaczy w nim ważniejsze pojęcia, czy też objaśnia ważny temat - na przykład kwestię smutku.
Drugą nauką, czy ważniejszym spostrzeżeniem wyciągniętym z jednego z rozdziałów jest to, jak łatwo naszym dzieciom jest coś przekręcić, a co za tym idzie sprawić komuś przykrość.

Nie chcę podsumowywać każdego z rozdziałów, bo chcę zostawić też coś do odkrycia Wam, ale jednym z głównych założeń tej książeczki, jest wyjaśnienie małym czytelnikom, czym są związki frazeologiczne. Pojawia się tu mnóstwo pojęć, których do tej pory dzieci nie rozumiały. Mam na myśli choćby znać się, jak łyse konie, czy chłop, jak dąb. Warto jest od małego zaszczepiać w dziecku tę chęć wyjaśniania, rozwijać dociekliwość i ciekawość.



Aneta Grabowska stworzyła siedem wartościowych rozdziałów, które rozkładają się na 52 strony. To oznacza całkiem sporo czytania i myślę, że idealnie nadaje się na czytanie przed snem, rozbijane na kilka czy nawet kilkanaście dni. Ilustracje są utrzymane w łagodnych, nienachalnych kolorach, które doskonale wyciszą i uspokoją. Bardzo polecam zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Skrzat

Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: