"Terapeutka" - Bev Thomas

Thrillery psychologiczne lubię niemal tak samo mocno, jak dobrze napisany romans. Nie wystarczy
wymyślić dobrej i chwytliwej fabuły, trzeba wcielić się w życie bohaterów, których się kreuje. Trzeba skrupulatnie i rozważnie tworzyć wątki, niby subtelnie, ale z odpowiednią mocą odkrywać karty. Napisanie świetnego thrillera psychologicznego jest piekielnie trudne, a ja jestem bardzo wymagającym czytelnikiem.

Autorka zrobiła na mnie wrażenie już na początku, osadzając całą tę historię w terapeutyczno-psychologicznym świecie. Prócz tego, że sama książka ma nam wpłynąć na tok myślenia, to jeszcze mamy możliwość zagłębić się w umysły pacjentów głównej bohaterki. Skoro już przy niej jesteśmy, to muszę się zatrzymać i nieco Wam o niej opowiedzieć. Ruth Harland prowadzi gabinet terapeutyczny w Londynie, jest cenioną i rozpoznawalną terapeutką, która stara się uleczyć wszystkich swoich pacjentów, choć w głębi duszy dobrze wie, że sama potrzebuje pomocy... Ruth jest bardzo empatyczna, co można zauważyć już od pierwszych kart powieści. Nie jest to zwyczajna empatia, to coś bardziej chłodnego, ale mimo wszystko porusza jej słabe serce. Harland można także od początku historii określić jednym słowem - pracoholiczka. Bierze na siebie każdą sprawę, każdy projekt, reaguje na każde wezwanie, twierdzi, że tak trzeba, jest szefową, to jej obowiązek. Jednak prócz obowiązku, praca jest dla niej przede wszystkim ucieczką od własnego życia.

Kobieta sprowadziła na świat bliźnięta, uroczą parkę, o której marzy większość przyszłych rodziców na świecie. To chłopiec zrobił na Ruth szczególne wrażenie, to właśnie do niego pałała miłością większą, niż do córki. Tom był idealny, wyśniony, wymarzony, perfekcyjny, jednak w pewnym momencie chłopak znika, zostawiając za sobą zrozpaczoną matkę, która nie potrafi znaleźć przyczyny tego zniknięcia. Największy ból sprawia niemoc, Harland nie jest wstanie ściągnąć swojego dziecka z powrotem, nie wie też, co się z nim stało. Czy nie żyje? Czy uciekł od niej? Czy jeszcze kiedyś go zobaczy?

Dwa lata od chwili, kiedy Ruth widziała swoje dziecko po raz ostatni, do jej gabinetu trafia młody mężczyzna, do złudzenia przypominający jej Toma. Pełen wewnętrznego gniewu, jakiegoś rodzaju buntu, nonszalancji, apatii... Harland od razu wie, że Dan Griffin jest kimś wyjątkowym, z tych wszystkich powodów kobieta angażuje się w tę terapię bardziej, niż w jakiekolwiek inne... Z całych sił stara się pomóc Danowi, jednak ogrom jego problemów przytłacza samą panią terapeutkę...

Temat szalenie trudny zwłaszcza dla czytelników, którzy mają własne dzieci. Ciężko jest przede wszystkim pojąć faworyzowanie jednego z rodzeństwa, ciężko też zrozumieć niektóre decyzje Ruth. To nie jest łatwa postać, w zasadzie nic w tej powieści nie jest proste i jasne. Mamy mnóstwo wątków i problemów, jedne są bardziej, a drugie mniej istotne, ale przyznać trzeba, że składają się na idealną całość.

Jestem zdumiona, jakimi umiejętnościami włada Bev Thomas. Stworzyła świetną pozycję, która z każdą stroną coraz bardziej wciąga, bohaterowie nie są nijacy, każdy jest charakterystyczny, inny, intrygujący... Zakończenie z kolei to majstersztyk, bomba, która spada na nas nie wiedzieć gdzie, jak i kiedy... Wspaniała tematyka, doskonale obmyślony schemat, do tego lekkie pióro i język, który czyta się przyjemnie, szybko, ale nie jest on w żadnym stopniu banalny. Do takich książek chce wracać, do samej Bev Thomas także wrócę przy najbliższej okazji! Koniecznie sięgnijcie po tę pozycję!

Ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Filia


Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Wiele dobrych thrillerów psychologicznych czytałam z tego Wydawnictwa :)

    OdpowiedzUsuń