"Co to za smutna mina" - Elisa Gehin i Bernard Duisit

Uwielbiam ruchome książeczki, uwielbia je też moje i zakładam, że niemal każde dziecko! My, dorośli uwielbiamy mieć wszystko pod kontrolą, staramy się panować nad pracą, domem, dziećmi, finansami... Choć możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, nasze dzieci także lubią kontrolować i to już od pierwszych miesięcy życia.

Dzięki takim książkom dziecko jednym ruchem może wpłynąć na rozwój historii, ba! Samodzielnie może decydować o jej rozwoju! Poruszające się elementy są na tle zwyczajnych ilustracji prawdziwą petardą. Odkąd moje dziecko zaczęło siedzieć i interesować się przewracaniem stron, a oglądanie obrazków stało się świetną zabawą, namiętnie poszukiwałam jakiejkolwiek ruchomej publikacji. W Stanach, czy Wielkiej Brytanii było tego wówczas na pęczki, ale w Polsce nie panowała jeszcze taka moda na "przesuwanie paluszkiem". Uważnie śledziłam wydawniczy rynek i kupowałam każdą nowinkę. Początkowo te pozycje były niedopracowane, dobry pomysł, ale kiepskie wykonanie... Przez lata było już coraz lepiej, aż dotarliśmy do dziś. A dziś mamy naprawdę ogromny wybór!



"Co to za smutna mina" to dzieło Francuzów, dopieszczone najbardziej, jak to możliwe! Od ilustracji przez tekst, aż do inżynierii papieru! Ten mini pop-up ma pokazać dzieciom, jak niewiele trzeba, by smutna mina zamieniła się w wesołą i pogodną. Jak ładna staje się nasza twarz, kiedy przestajemy robić kwaśną minę, czy nie stroimy już fochów. Kolorystyka odbiega raczej od tej, najbardziej przeze mnie lubianej, czyli ciepłej, łagodnej, niemal pastelowej. Tutaj mamy kolory bardzo wyraźne, od razu rzucające się w oczy i niewątpliwie intrygujące. To ma swoje dobre strony, bowiem najmłodsze dziecko od razu przykuje wzrok do ilustracji.



Tekstu nie mamy dużo, to różnego rodzaju krótkie zdania, także pytające. Na przykład - "Tato, co to za smutna mina?", "Mamo, daj buziaka!". Jednym ruchem, pociągając wskazany kawałek papieru, poruszając ręką, albo obracając dany element, możemy zmienić wyraz twarzy postaci, czy wysłać całusa.
To dziecinnie proste, tak samo, jak poprawienie komuś nastroju, jeżeli bardzo, bardzo tego chcemy.
Znajdziecie tutaj też popularne powiedzonko, jak "Głowa do góry!". albo dziecięcą grę "Kto pierwszy mrugnie, ten przegrywa!".


Bardzo lubię powiedzenie "Less is more". Sprawdza się  ono wszędzie, w każdej niemal kwestii, w przypadku tej książeczki również. Tekstu mamy bardzo mało, ale za to ruchome obrazki są dopracowane w naprawdę najmniejszych szczegółach i choćbyście chcieli, nie mam się do czego doczepić. Świetna książka dla przedszkolaka, która urozmaici świąteczne prezenty.

Ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu dwie siostry



Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz