''Isadora Moon tańczy w balecie" - Harriet Muncaster


Postanowiłam zapoznać się z tymi książeczkami, bo urzekły mnie piękne i bardzo dziewczęce okładki. Trochę zaczęłam zazdrościć współczesnemu młodemu pokoleniu, bo w moich czasach nie było takich cudnych bajek. Właściwie to były, ale mówię teraz o treści, a jednak oprawa graficzna raczej nie powalała. Oczywiście dla mnie była fenomenalna, ale gdybym teraz mogła wrócić do lat młodości i zabrać ze sobą jedną rzecz, to na pewno byłaby to jakaś pięknie wydana i zilustrowana książka. 

Isadora Moon jest dziewczynką półelfką i półwampirką, czyli absolutnie wyjątkową. Jak można się domyślić - jedno z jej rodziców jest wampirem (tata), a drugie elfem (mama), a ona odziedziczyła po nich różne cechy wyglądu. Dziewczynka uwielbia balet i poświęca sporo czasu na szlifowanie umiejętności, ale też bardzo chciałaby poznać jedną z najlepszych tancerek. Wkrótce okazuje się, że będzie miała okazję zobaczyć ją na scenie, ponieważ wybierają się całą klasą na przedstawienie, w którym tańczy. Jakie przygody spotkają Isadorę Moon podczas tej wycieczki? 

Książeczka ta jest dość krótka, a dzięki temu poręczna, lekka i niewielka. Jest to zaletą, bo sprawdzi się dobrze w różnych sytuacjach, chociażby w długiej kolejce do lekarza, bo młoda osoba będzie mogła się czymś zająć. To niewątpliwa zaleta tej pozycji. Jest ona również bardzo tania, więc nie mogę się przyczepić do braku grubej oprawy. Chociaż muszę przyznać, że jej wykonanie jest naprawdę dobre w stosunku do jej ceny. 

Seria ta ma kilka części i nie mam pojęcia, w jakiej kolejności należy je czytać, ale wątpię, aby miało to jakieś znaczenie. Na początku tej książeczki znalazłam stronę, na której zostali przedstawieni bohaterowie, których jest niewiele i już dzięki temu pewniej podchodziłam do lektury i miałam wrażenie, że doskonale udało mi się wejść w dość zwariowany świat Isadory Moon oraz jej rodziny. 


Tekstu na stronach nie jest jakoś dużo, ale też przeplata się on z licznymi ilustracjami i wszystko tworzy jedną całość, która jest miła dla oka i zachęca do czytania. Z pewnością czytelnik nie poczuje się przytłoczony i to jest najważniejsze, bo odbiorcami tej książeczki są osoby, które zaczynają swoją przygodę z powieściami i nie powinno się ich zniechęcać. Ta książeczka moim zdaniem będzie wręcz zachęcać do dalszego buszowania w przeróżnych pozycjach. 

Sama treść również dobrze wypadła w moich oczach. Książeczka ta jest lekka, przyjemna w odbiorze i co najważniejsze - zabawna. Pokazuje ona zwariowaną, ale kochającą się rodzinę, która przecież jest pełna kontrastów. Tata wampir, który śpi w dzień, mama elfka, która czaruje i tak dalej. Podczas czytania kilka razy miałam uśmiech na ustach i trudno było mi ukryć rozbawienie. Rodzina Isadory Moon bez wątpienia jest zabawna i z nimi nie da się nudzić. Oczywiście również podoba mi się to, jakie relacje między nimi panują. Autorka nie miała czasu, aby dokładnie je opisać, ale myślę, że nie musiała, bo inaczej to pokazała. 

Wampiry, elfy i inne nadprzyrodzone istoty do tej pory kojarzyły mi się raczej z czymś mrocznym, bo tak te postacie zostały wykreowane przez innych autorów. Tutaj jednak przekonałam się, że tak być nie musi, że warto zerwać ze stereotypami, bo dzięki temu możemy stworzyć coś naprawdę ciekawego i fascynującego. Książeczka ta jest pełna słońca, pozytywów i warto po nią sięgnąć chociażby dzięki temu interesującemu przesłaniu. 

Spodobały mi się również ilustracje, które są proste, nie absorbują całości uwagi czytelnika i świetnie do siebie pasują. Już po okładce można się przekonać, że kolorem przewodnim jest różowy i oprócz czarnego, to tylko on pojawia się na grafikach. Dzięki temu całość jest spójna i przyciąga wzrok. Wiecie... Ilustracje nie są dziełem sztuki, ale idealnie pasują do tematyki i pokazują wszystko, co istotne. To dla mnie liczy się najbardziej, a ja nie lubię przesytu i kombinowania, bo coś prostego zawsze się obroni. 

''Isadora Moon tańczy w balecie" to książka zabawna, lekka i idealna dla młodej miłośniczki tego typu lektur. Autorka oprócz świetnej fabuły i charakterystycznych bohaterów, samodzielnie stworzyła ilustracje, które idealnie pasują do treści i widać, że włożyła w całość naprawdę sporo serca. Polecam wszystkim, a sama zabieram się za czytanie kolejnych części! 



Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akapit Press


Patrycja Bomba 


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

3 komentarze:

  1. Myślałem, że to kosmetyki IsaDora ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow nie wiedziałam, że one są tłumaczone na polski :D

    NASZ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa pozycja dla młodszych czytelników. Mnie przypomniała się zaraz Isadora Duncan. Kiedyś byłam zachwycona jej biografią i filmem.

    OdpowiedzUsuń