"Małe Licho i anioł z kamienia" - Marta Kisiel, Ilustracje - Paulina Wyrt

Mieliście już do czynienia z twórczością Marty Kisiel? Ja poznałam autorkę, choć oczywiście nie osobiście i nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, rok temu. Wydaje mi się nawet, że też było to w okolicach świąt. Byłam bardzo ciekawa fenomenu autorki, bo wówczas dużo mówiło się o jej książkach. Tytuł, który miałam przyjemność poznać to "Małe Licho i tajemnica Niebożątka", bardzo polubiłam tę pozycję i styl Pani Kisiel, który tak bardzo odbiega od innych, popularnych i bardzo do siebie podobnych książek. Podoba mi się to, że pisarka trzyma się danej tematyki, nie wplata niepasujących elementów, nie miesza tego, co tworzy ze sztuczną słodyczą, która wcale, by tutaj nie pasowała.

Musicie wiedzieć, że Marta Kisiel w swoich książkach pisze o tym, czego w większości dzieci się boją. O śmierci, o duchach, o potworach, demonach, złych siłach i złych uczynkach. Choć brzmi to zimno i nieco ponuro, wcale takie nie jest. Właśnie dlatego warto dzieciom podsunąć takie opowiadanie, oczywiście dzieciom, których wiek już na to pozwala.

"Małe Licho i anioł z kamienia" to kontynuacja książki czytanej przeze mnie rok temu. W domu Bożka panuje ospa, jak wszyscy doskonale wiemy, to straszne choróbsko i nikt nie chciałby się nim zarazić, właśnie dlatego mama Bożka wysyła chłopca na pewien czas w sam środek lasu - do chaty ciotki Ody. Bożek jest bardzo niepewny, chatka znacznie różni się od domu chłopca, w dodatku ciotka Oda jest dla niego zupełnie obcą osobą, na szczęście w podróży i w trakcie pobytu towarzyszą mu Gucio i anioł Tsadkiel. Chata i wszystko wokół niej zapowiada się strasznie nudno i nieprzyjemnie, w dodatku Tsadkiel nie przestaje marudzić...

Strach ma wielkie oczy, a ciocia Oda okazuje się przemiłą osobą, tylko Tsadkiel nie widzi w cioci, ani w jej chacie nic wartościowego. Obecni tam Demon, czy Czort tylko pogłębiają zrzędzenie i marudzenie anioła. Dla Tsadkiela wszystko jest czarno-białe, albo dobre, albo złe, nie bierze na to poprawek i nie uznaje, żadnych innych racji. Ciotce Odzie bardzo się to nie podoba, kobieta postrzega świat zupełnie inaczej, wierzy w kolory pośrednie, w różnorodność, w cechy i dobre i złe, nie uważa, że można być albo dobrym, albo złym... Odmienne zdania i charaktery sprawiają, że anioł w końcu decyduje się na opuszczenie lokum i rusza przed siebie, w nieznaną i zimną dal.
Pozostali martwią się o niesfornego Tsadkiela i ruszają na poszukiwania...

Bożek ma wyraźny zakaz zagłębiania się w niektóre rejony, jednak w wielkiej potrzebie i chęci odnalezienia anioła lekceważy to i wiele ryzykuje. Ktoś taki, jak nasz niezwykły i niezwyczajny chłopiec, nie powinien zapominać, kim jest...

Wspomniałam już wcześniej, że bardzo lubię styl Marty Kisiel, w połączeniu z minimalistycznymi i stonowanymi ilustracjami Pauliny Wyrt, a także dużą czcionką, jest prawdziwą perełką. Książkę polecam dla wczesnych szkolniaków, myślę, że taki minimalny wiek, to pięć lat, a później już tylko wzwyż! Uważam jednak, że dobrze byłoby, gdybyście Wy przeczytali najpierw tę historię i sami zdecydowali, czy Wasze dziecko jest już na tyle dojrzałe, by także mogło ją poznać. Czcionka jest prosta, a literki duże, więc książka świetnie nadaje się też do nauki czytania. Podsumuję tę recenzję całkowicie szczerze - warto wydać pieniądze na "Małe Licho i anioł z kamienia". Równie warto jest spojrzeć na inne dzieła Marty Kisiel.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal



Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Niestety, nie czytałam żadnej książki tej autorki, choć nazwisko znane mi od dawna. "Małe licho" mnie pociąga...

    OdpowiedzUsuń