"O chłopcu, który ujarzmił wiatr" - William Kamkwamba i Bryan Mealer

  Nazwa tej książki może przywodzić na myśl film Netflixa, który już jakiś czas temu pojawił się na tej stronie. Skupimy się tym razem jednak na samym filmie, bo jak powszechnie wiadomo, wizja reżysera i pisarza, choć dotyczą tego samego obszaru, ma jednak nieco odmienny sposób przedstawienia. Opowieść ta dotyczyć będzie jednego ze współautorów wydania, czyli Williama Kamkwambe. Jest to więc swoista autobiografia, lecz w innym klimacie, niż z reguły jest to przedstawiane.

  Dlaczego inaczej? Albowiem nie skupia się on jedynie na samej głównej postaci, tylko na całokształcie. Poznajmy afrykańską wioskę Malawi, jej mieszkańców i rzeczy, jakimi się trudnią. Dość wyraziście opisane jest ich życie, które nie jest usłane z płatków róż. To heroiczna walka o przetrwanie, o chęć bycia kimś więcej, pragnienie, by posiadać rzeczy, którymi inni otaczają się na co dzień. Pragnienie lepszego życia, ale nie tylko dla siebie, tylko dla wszystkich. To jest bardzo ważne, ta integracja, uczciwość i solidarność. Nie z każdej strony one nadciągają, co utrudnia egzystencję. Jednak wielodzietna rodzina Williama stara się jak może, by być sprawiedliwymi i dobrymi w obliczu najgorszego.

 Poznajemy bohatera już jako nastoletnie chłopca. Opowiada on o miejscu, w którym mieszka. Rozpoczyna opowieść od naiwnych i młodzieńczych wspomnień, jakie mu wówczas
towarzyszyły. Jest marzycielem, którego nieustanne wojaże na wysypisko śmieci przemieniają się w wielką wizję i chęć realizacji. Dorasta i zdaje sobie sprawę, że chce być kimś wielkim, chce się kształcić. To nie jest jednak takie proste. Pojawiają się pierwsze trudności począwszy od poziomu kształcenia, przez brak środków na edukację, kończąc na braku czasu, by zgłębiać wiedzę. Potrzeby jest rodzinie, która żyje dzięki uprawie roli. Całe jego młodzieńcze życie to praca, a wieczorem, gdy mógłby odpocząć przy książce - brakuje mu prądu. Jego zwyczajnie nie ma, a świece są zbyt wartościowe. Bohater jednak nie ustępuje. Chce dać swojej rodzinie i wiosce energię-prąd.

 Znamy afrykański świat, który znamy z różnych dokumentacji telewizyjnych i książkowych. Jest on ukazany na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim to miejsce, gdzie króluje bieda i niedostatek. Brakuje podstawowych środków, by móc przetrwać i godnie żyć. Widmo głodu nadciąga, a ostatnią deską ratunku ma stać się wiatrak, skonstruowany przez Williama ze zużytych części. Ma on nawodnić pola, chroniąc uprawy przed suszą i dostarczyć domom prąd. Czy to jest wykonalne?

  Poza wielkim uporem młodego chłopca, jego wielką inteligencją i odwagą, to także książka o poświęceniu i sile rodziny. Autorzy w sposób często zadziwiający i wzruszający przedstawiają relacje w rodzinie Kamkwamba. Co by się nie działo, oni zawsze są razem. Nie jest im łatwo, zwłaszcza w czasie głodu i nędzy, ale to własnie wtedy uwydatnia się prawdziwa, bezgraniczna miłość. To dowód na to, że nie potrzeba zbyt wiele, by czuć się szczęśliwym.

  Książka o dorastaniu, walczeniu o marzenia, pomimo że każdy wątpi w twój sukces. To wyjątkowa pozycja, która potrafi nieraz rozbawić, poruszyć serce, dać wielką nadzieję i, co najważniejsze, docenić wszystko, czym się otaczamy. To trudna sztuka, choć wydawałoby się, że wielce banalna. 

Ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - Edgard
Paulina M.



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: