"To, czego o mnie nie wiesz" - Samantha Young

Samantha Young jest jedną z tych autorek, które wydają rocznie mnóstwo książek i niemal każda z nich okazuje się bestsellerem i wielkim sukcesem. Jeśli chodzi o mnie, lubię pióro Young, ale podchodzę jednak do jej powieści z dystansem, bo zauważyłam, że średnio połowa z jej dobytku absolutnie nie zasługuję w moim mniemaniu na rangę bestsellera, którym jest.

Opis książki zapowiadał, że będzie to bardzo emocjonująca i wzruszająca lektura, naprawdę nie mogłam się doczekać, aż zacznę czytać tę historię. Byłam pewna, że jak zacznę jednego wieczoru, to skończę jeszcze tej samej nocy... Niestety się pomyliłam...

Na początku bardzo zaintrygowała mnie główna bohaterka - Dahlia McGuire przeniosła się z Bostonu do urokliwego Hartwell, nadmorskiego, niewielkiego miasteczka, w którym odnalazła bratnie dusze. Obraca się w towarzystwie oddanych przyjaciółek i prowadzi biznes, o którym marzyła od dziecka. Dahlia sprawia wrażenie osoby wrażliwej, empatycznej, oddanej i tak też odbierają ją mieszkańcy Hartwell. Jednak McGuire z Bostonu wyjechała nie bez powodu, skrywa tajemnicę, a w zasadzie wiele tajemnic, pożegnała w swoim życiu już mnóstwo osób i pozwoliła sobie zapomnieć, o tym, co niewygodne.

Kluczowym momentem w powieści jest chwila, gdy przysłowiowe trupy zaczynają wylatywać z szafy. Podczas jednej z wielu sympatycznych pogadanek przy kawie w księgarni przyjaciółki Dahli, kobieta widzi mężczyznę, dla którego kiedyś miękły jej kolana. Michael Sullivan w dalszym ciągu jest niesamowicie przystojny i pociągający, a jego niespodziewany przyjazd do Hartwell jest początkiem zmian w życiu Dahli, na które już dawno powinna była się zdobyć.

Dzieje się tutaj bardzo dużo, Young łączy niezbyt udane dzieciństwo Dahli z okresem dojrzewania, w którym czuła się jednocześnie bardzo zdeterminowana w dążeniu do celów, ale też niezwykle zagubiona. W domu McGuire'ów zawsze było głośno, pozornie radośnie, liczne rodzeństwo dostarczało wielu powodów do śmiechu i nie można było mówić o nudzie. Największym cieniem w tej rodzinnej sielance, była matka naszej bohaterki, która nigdy nie obdarzyła córki miłością, uśmiechem, dobrym słowem, nie dała jej poczucia, że ją wspiera, kibicuje, wierzy w nią. Tylko ojciec zawsze był przy Dahli i po wielu ciężkich dla tej rodziny latach, on nadal przy niej jest.

Ciężko stwierdzić na czym najbardziej powinien się tutaj skupić czytelnik, na początku mamy opis pierwszego spotkania Michaela z Dahlią, który czytałam z iskierką w oczach i liczyłam na godne rozwinięcie tego wątku... Mimo, że się zawiodłam, to jest to istotny wątek. Ważna jest też relacja łącząca główną bohaterkę z rodzeństwem i przyjaciółmi, jej przemyślenia, a także to, co przez wszystkie strony najbardziej ciekawi - dlaczego Dahlia uciekła na dziewięć lat z rodzinnego miasta, no i co zaszło między nią, a Michaelem?

Kiedy teraz analizuje sobie tę książkę, to ciężko mi uwierzyć, że naprawdę mi się nie podobała, bo ewidentnie historia miała potencjał... Za dużo mi tu samego Hartwell, a dokładniej, poświęcania życiu każdej z przyjaciółek McGuire kilku stron, uważam, że jest to zbędne, zwłaszcza, że każdej z kobiet, Young poświęciła inne, osobne książki. Za dużo tu też opisów, które nie wniosły nic znaczącego do historii, jedynie mnie nudziły. Na plus są osobne rozdziały, które mimo że pisane w trzeciej osobie, to poświęcone na przemyślenia Michaela. Nie jest to zdecydowanie moja ulubiona książka i z pewnością też do niej już nie wrócę, ale dla niewymagającej czytelniczki, na leniwe popołudnie przy kawie, z pewnością się sprawdzi.

Ocena: 4/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Burda


Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. I mnie nie zachwyciła. Ledwo doczytałam do końca i "wydałam w świat".

    OdpowiedzUsuń