"Tylko raz w roku" - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Nie jestem fanką polskiej literatury, bardzo rzadko sięgam po polskie książki, bo zazwyczaj są beznadziejne, wybaczcie szczerość... Do powieści świątecznych mam szczególną słabość. Piękna, klimatyczna okładka i nawet polskie nazwisko przestaje mieć znaczenie, daję się kupić. Z tą książką
było nieco inaczej, raz, że opowieść świąteczna, a dwa, że jedna z moich przyjaciółek jest fanką Lingas-Łoniewskiej. Wiem, że nie zachwyca się byle czym, a więc uznałam, że warto spróbować.

Sama jeszcze do końca nie dowierzam, ale zaczęłam czytać rano a skończyłam dwie, no może trzy godziny później. Książka nie jest zbyt gruba, ma sporej wielkości czcionkę i dobrej jakości papier, więc czytanie samo z siebie szło szybko i sprawnie. Jednak największe znaczenie miał fakt, że przekonała mnie powieść, stworzona przez autorkę. Totalnie dałam się porwać historii. Sposób, w jaki została napisana, bardzo mnie ujął. Bohaterowie, dialogi, czy sama fabuła tak bardzo odróżniają się od tych natrętnie powielanych w polskich książkach, że gdyby nie Wrocław i polskie imiona bohaterów, nie rozpoznałabym, że to nie jest zagraniczna powieść.

Główni bohaterowie to Kamil i Ela, poznają się w jeden z pozornie najpiękniejszych i najbardziej wyjątkowych wieczorów w roku, w Wigilię. Dla Eli w pewien sposób właśnie zawalił się świat, okazało się, że zmuszona jest zmierzyć się ze zmianami, o jakich jeszcze poprzedniego dnia nie miała pojęcia. Kamil z kolei odklepał kolejną chłodną, zdystansowaną wieczerzę w swoim życiu i zmierza do przyjaciela, by zacząć prawdziwe świętowanie, tak odmienne od tego, które zna z domu.

Od chwili, gdy zobaczyli się pierwszy raz, idą dalej już razem. Tego pierwszego wieczoru Ela zwierzyła się Kamilowi, podzielili się przeżyciami i razem poszli do jego przyjaciela. Czuli, jakby znali się od zawsze, a nie od zaledwie kilku godzin. Wymienili się numerami telefonów i już kolejnego dnia rano znów musieli się zobaczyć.
W tym miejscu mamy przeskok do kolejnej Wigilii, niedługi skrót tego, co działo się w życiu Kamila i Eli w ciągu tego roku i pełną już opowieść 24 grudnia. Takie przeskoki pojawiają się oczywiście regularnie, począwszy od 2013 roku, aż do 2019.

Choć najważniejszymi postaciami są Ela i Kamil, to tylko odrobinę mniej ważną rolę odgrywają w tej powieści ich rodzice. Matka Kamila wzbudza respekt, niepokój, jest bardzo zimna, zdystansowana i sądzę, że nawet toksyczna. Kamil jak najdłużej chciał chronić ukochaną przed matką, ale prędzej, czy później musiało dojść do konfrontacji. Niestety kobieta nie jest zadowolona z kandydatki na żonę dla syna i zrobi wszystko, by dziewczyna nie pozostała w jego życiu na zbyt długo.

Z kolei rodzina Eli całkowicie różni się od matki jej chłopaka. Mimo że dom Elki nie wygląda już tak, jak wcześniej, nadal jest ciepły, rodzinny i pełen miłości. Zawsze otwarty dla Kamila...
Te czasowe przeskoki pokazują, jak wiele rzeczy w naszym życiu jest ulotnych, jak bardzo wszystko może się zmienić, z jakimi tragediami i wielkimi radościami musimy się nieraz zmierzyć. Pokazują jeszcze, że zawsze należy walczyć o to, co nas uszczęśliwia i dodaje skrzydeł. Nie warto marnować ani chwili, na kogoś, kto na to nie zasługuje.

Tak mnie ujęła ta opowieść, że zamówiłam już kolejną książkę autorki. Jestem zachwycona jej stylem, dialogami, tym, że umieściła sporo opisów, ale są tak wyważone, że nie nudzą i nie przytłaczają. Piękna powieść idealna nie tylko na święta. Wzruszająca, życiowa, autentyczna, nieprzerysowana. Gorąco polecam.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Burda Książki



Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. To śliczna recenzja. Cieszę się, że kupiłam książkę, ale zostawiam na święta.

    OdpowiedzUsuń