"Zaufaj jej" - Jessica Vallance

Lubię thrillery psychologiczne, głównie dlatego, że zawodzą znacznie rzadziej, niż choćby romanse, czy powieści obyczajowe. Nie jest łatwo stworzyć dobry thriller, czy kryminał, a to w dużej mierze już świadczy o tym, że byle kto się za to nie bierze. Wyjątki jednak się zdarzają, a nie każda historia jest tak dobra, jak się zapowiada.

Charlotte to kobieta anioł, z sercem na dłoni, książkowy samarytanin... Z łatwością poświęci się po to, by ktoś mógł na tym zyskać. Jej największym pragnieniem, a w sumie także pewnego rodzaju życiową misją jest uszczęśliwianie wszystkich dookoła. Idealna córka, wnuczka, przyjaciółka, czy partnerka, ale czy naprawdę?

Po niezbyt udanym spotkaniu z przyjaciółką Charlotte wraca do domu, traf chce, że akurat znajduje na ulicy nieprzytomnego mężczyznę, któremu musi pomóc. Raz, że on naprawdę tej pomocy potrzebuje, a dwa, że nasza bohaterka w pomaganiu, czuje się, jak ryba w wodzie.
Ten wieczór na zawsze zmienia życie każdej postaci opisanej w tej powieści. Charlotte, poszkodowanego Luke'a, jego siostry i rodziców... Kobieta razem z nieznajomym rusza do szpitala, najbardziej szczerze, jak potrafi, martwi się jego stanem. Gdy do szpitala przyjeżdża rodzina mężczyzny, wszyscy z góry zakładają, że Charlotte jest jego partnerką, a ona, cóż, nie wyprowadza ich z błędu... Kobieta doskonale czuje się w towarzystwie rodziców Luke'a, zdaje się, że wzajemnie się uwielbiają, wspierają, ufają sobie. Nieco inaczej do nagłego pojawienia się w życiu wszystkich Charlotte, patrzy siostra poszkodowanego - Rebecca. Nie ufa nieznajomej i wcale się z tym nie kryje, jednak ten brak zaufania jest obustronny. Charlotte stopniowo nabiera podejrzeń, że siostra Luke'a coś ukrywa, a żeby było zabawniej, ta druga podejrzewa zupełnie to samo...

Początkowo Charlotte wzbudza w czytelniku zaufanie, pokazuje się z tak dobrej strony, jako kochający i dobry człowiek, że od razu w to wierzymy. Zupełnie, jak rodzice Luke'a. pierwsza czerwona lampka zapala się wtedy, gdy Charlotte nie wyprowadza nikogo z błędu, utwierdzając ich zarazem w tym, że łączy ją coś z zupełnie przypadkowym mężczyzną. Kobieta bez trudu udaje załamaną, zatroskaną, zmotywowaną, głos nie drży jej nawet przy licznych kłamstwach, a sumienie wcale nie męczy. Tylko, po co ona to robi? Z troski o rodzinę Luke'a? Z przekonania, że bez niej sobie nie poradzą?

Rebecca jest bardzo podejrzliwa w stosunku do Charlotte, nie podoba jej się to, że rodzice z otwartymi ramionami przyjęli zupełnie obcą osobę, o której nic nie wiedzą. Uważnie ją obserwuje i postanawia, że za wszelką cenę ją zdemaskuje. Sprawę niestety komplikuje fakt, że jedyna osoba, która zna prawdę, nie jest w stanie nic powiedzieć. Luke jest w bardzo ciężkim stanie, co sprawia, że Charlotte czuje się zupełnie bezpieczna. Pytanie, czy tylko ona?

Historia poprowadzona jest z dwóch perspektyw. Miłosiernej Charlotte i podejrzliwej siostry Luke'a. Bardzo trafnie, autorka tym samym odpowiada na potrzeby czytelnika, bo przecież właśnie te dwie bohaterki są najciekawsze. Akcja rozwija się stopniowo, trzyma w napięciu, doskonale nas wkręca. Wydaje się, że wiemy już wszystko, że zdołaliśmy przewidzieć rozwój sytuacji, że wiemy już, co, kto, kiedy i jak, a jednak! Autorka zaskakuje i to się ceni! Na chłodne, jesienne wieczory pod kocem, z herbatą w dłoni polecam Wam ten tytuł.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka



Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz