"Fibi i jednorożec" - Dana Simpson

Gdy byłam dzieckiem bardzo lubiłam komiksy, miałam nawet swoje ulubione, do których często wracałam. Nie był to mój ulubiony rodzaj literatury, wolałam typowe opowieści, jednak taki komiks był miłym urozmaiceniem. Lubię mieć wybór, lubię znać wszystkie dostępne opcje i możliwości, tego samego pragnę uczyć córkę. Kupuje jej i podsuwam pod nosek różnego typu bajeczki, dostosowane do jej wieku. Wierszyki, opowiadania, książki ruchome, komiksy, bajki pozbawione tekstu. Daje dziecku wybór i obserwuje już, co lubi najbardziej.
Ta książeczka na pierwszy rzut oka wydaje się idealna dla małych dziewczynek, różowa, wręcz cukierkowa okładka od razu przykuwa wzrok, w dodatku niezwykle popularny wśród kilkulatek i nie tylko - jednorożec, kusi uśmiechem. Właśnie tego spodziewałam się po tym komiksie. Słodyczy, lukru, pięknych dziewczęcych historyjek...

Szybko zorientowałam się, że wnętrze kryje coś zupełnie innego, niż zakładałam. Równie szybko pojęłam też, że komiks zdecydowanie nie nadaje się, by czytać go mojemu dziecku, co więcej - nie jestem pewna, czy powinno się go czytać jakiemukolwiek dziecku. Zacznijmy jednak od początku!

Książka liczy 222 strony, a to moim zdaniem całkiem sporo. Jeśli chodzi o ilustracje, jest ich oczywiście dużo, są barwne, bogate w szczegóły. Okładka nie jest co prawda twarda, ale śliska i dość gruba, tak samo zresztą jak strony. Prócz komiksowej historyjki autorka na końcu książki zamieściła instruktaż, jak narysować dziewczynkę z okładki, czyli Fibi oraz jak narysować jednorożca, czyli Marigold. Instruktaż jest bardzo szczegółowy i zilustrowany, więc na pewno się przyda. Prócz tego, mamy wskazówkę, jak stworzyć kukiełkę jednorożca i własną animację. Simpson podała też propozycję przekąsek na jednorożcowe piżama party oraz ciekawostki na temat tych zwierząt. Na końcu autorka zachęca, by samodzielnie stworzyć swój pierwszy komiks. Sporo kreatywnych propozycji, co jest paradoksalnie najmocniejszą stroną tej książki - paradoksalnie, ponieważ to komiks powinien być prawdziwą petardą. Dlaczego powinien, a nie jest?

Już po kilku pierwszych stronach zapaliła mi się czerwona lampka, a dokładnie wtedy, kiedy trafiłam na słowo "czubek", nie spodobało mi się, ale czytałam dalej... Kilka stron później - "Gruby śmierdzący oszust", potem "głupi jednorożec", "wielki, pusty koński łeb", "nie jesteś tak głupia, jak sądziłam"... Naprawdę wątpię, by można stwierdzić, że się czepiam... Nie wyobrażam sobie, by dziecko w jakimkolwiek wieku czytało coś takiego... Pierwsze, o czym pomyślałam, to to, że niektórzy rodzice kupują dziecku książkę, żeby nie było, że tego nie robią, nie przeglądając jej nawet wcześniej, a takie dziecko czyta i uczy się wyrażeń, których znać nie powinno...

Główna bohaterka - Fibi, jest dokładnym przeciwieństwem tego, jak powinna się zachowywać i jakie wyznawać wartości dziewczynka. Fibi jest samolubna, niemiła, zawzięta, niegrzeczna, interesowna, nieokrzesana, nie wiem, czy ma jakiekolwiek dobre cechy charakteru... Jednorożec, którego spotkała, ma po części nauczyć ją, że nie warto dbać tylko o siebie, początkowo wcale nie chce się z nią przyjaźnić, ale później zmienia zdanie.

Kiedy bohaterki już oficjalnie się zaprzyjaźniają, organizują jednorożcowe piżama party, grają w szachy, zakładają agencję detektywistyczną, spacerują i robią mnóstwo innych rzeczy. Sam język dziewczynki, czy styl pisania aż do końca pozostaje niezmienny, co ani trochę mi się nie podobało. Bardzo zbulwersowało mnie także, że kiedy Fibi postanawia zabrać jednorożca do swojego domu i mówi o tym mamie, ta się zgadza, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co córka powiedziała. Zajęta pracą przy komputerze totalnie zignorowała wszystko, co działo się wokół. Czy coś takiego powinniśmy pokazywać naszym dzieciom? Uczyć ich, że są mniej ważne od pracy? Że wolno im mówić, cokolwiek ślina na język przyniesie i ranić tym uczucia innych?

Z tyłu okładki umieszczono informację, że jest to wesoła i mądra historia. Ja się pytam, w którym miejscu? Wesoła, może i owszem, o ile kogoś śmieszą niestosowne i niegrzeczne żarty... Mądra ani trochę... Ostrzegam Was przed tą książką i nie polecam dla żadnej kategorii wiekowej. Niezależnie od tego, czy dziecko ma lat cztery, czy czternaście, nie powinno czytać czegoś tak zepsutego. Pielęgnujmy wrażliwość, wyczulajmy na krzywdę, nie zachęcajmy do wyzwisk... Jeszcze jedno! Sprawdzajmy, co dajemy dziecku do czytania!

Ocena: 1/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Egmont



Julia Komorska


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz