‘’Isadora Moon i zimowe czary” – Harriet Muncaster


Mam okazję poznać kilka książeczek o Isadorze Moon i na razie mam za sobą tylko dwie. Jednak cieszę się, że postanowiłam podjąć się recenzji tych powieści, bo naprawdę świetnie się przy nich bawię. Autorka zmieniła odrobinę mój sposób myślenia, ponieważ do tej pory wydawało mi się, że wampiry są raczej istotami mrocznymi i tak należy je przedstawiać. Tutaj wszystko jest inne i to mnie niesamowicie cieszy.

Isadora jest córką wampira i elfa, więc dzięki temu posiada różne cechy, które ją wyróżniają. Jest dziewczynką przyjazną, ale też lubi zabawy na śniegu. Tym razem ma okazję przeżyć niesamowitą przygodę, ponieważ udaje się jej zdobyć nowych przyjaciół. Świetnie się dogadują, ale po jakimś czasie pojawiają się pierwsze problemy. Jakie? Odpowiedź znajdziecie w książce.

Sięgają po tę książkę pomyślałam sobie, że w pewnym sensie jest idealna do pory roku. Zbliża się zima i chciałam poczuć jej klimat, bo za oknem niestety dalej brak białego puchu. Zapewne większość osób czytających tę książkę myślałoby podobnie, gdyby byli na moim miejscu.

Podoba mi się to, że książeczki dalej pozostają w tej samej kolorystyce i pojawia się tam tylko czerń, biel oraz róż. Dzięki temu cała seria zapewne będzie spójna. Jednocześnie jest ona bardzo dziewczęca i przyciąga wzrok. Oczywiście nie twierdzę, że chłopiec nie może sięgnąć po różową książeczkę, ale wiem, iż większość z nich wolałoby coś o innej tematyce. Całość na pewno przyciąga wzrok i z chęcią sięgamy po książeczkę, ponieważ już na pierwszy rzut oka zapowiada się interesująco.


Na stronach nie znajdziemy zbyt dużo tekstu, ale uważam to za zaletę, ponieważ książeczka ta jest zachęcająca, a nie odpychająca. Tekst bardzo fajnie przeplata się z ilustracjami, których jest sporo. Całość jest po prostu fajna i przyciąga wzrok, nie ma przepychu i przesady. Same litery też są odpowiedniej wielkości, co również mi się podobało, bo nikt nie lubi męczyć się podczas czytania.

Serii tej nie trzeba czytać w jakiejś konkretnej kolejności, bo autorka na samym początku chyba każdej książki przedstawia rodzinę i jakieś najważniejsze fakty. To mi się podoba, bo jednak to pozycje dla najmłodszych i bez sensu jest komplikowanie ich na siłę.

Sama historia zdecydowanie różni się od tej, którą poznałam w poprzedniej książce i to też mi się podoba. Autorka nie wraca wspomnieniami do innych części, ale pewne fakty postawiła sobie za pewnik i pojawiają się one w każdej pozycji, a reszta rzeczy jest po prostu nieistotna. Tym razem możemy poznać kolejną historię z wieloma przygodami Isadory Moon i jest ona fenomenalna. Naprawdę świetnie się bawiłam podczas czytania i nie żartuję. Uwielbiam książeczki dla dzieci i potrafię się w nie wczuć, zwłaszcza jeśli są dynamiczne, pełne akcji, a ich bohaterowie mają w sobie coś intrygującego. Autorka świetnie wykreowała sobie świat, w którym żyje mała półelfka i półwampirka i konsekwentnie powiela go we wszystkich swoich powieściach. Być może młodsze osoby nie skupiają się na takich szczegółach, ale dla mnie są one istotne.


Spodobało mi się również to, że na końcu autorka podała przepisy na kilka przysmaków zimowych. Pojawia się tam lista zakupów oraz w punktach spisane, co trzeba po kolei robić, aby przyrządzić przekąskę.

Jeśli jeszcze nie znacie Isadory Moon, to z pewnością powinniście przedstawić ją swoim pociechom. Książka ta jest interesująca, a jej bohaterowie świetnie wykreowani. Podoba mi się to, że nie przekazuje bezsensownych i kontrowersyjnych treści, bo sama historia jest prosta, jednak zabawna oraz pouczająca. Polecam, bo serii tej nie trzeba czytać w żadnej konkretnej kolejności.


Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akapit Press


Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz