‘’Isadora Moon idzie do szkoły” – Harriet Muncaster


Mimo, że już od dawna nie jestem dzieckiem, to nadal mam jakiś sentyment do książek dla najmłodszych. Są one pewnym sposobem, aby wrócić myślami do tych beztroskich czasów, ale też lubię sprawdzać, co aktualnie wydawnictwa proponują dla młodych czytelników, które być może dopiero zaczynają swoją przygodę z czytaniem.

Isadora Moon jest dziewczynką wyjątkową, ponieważ jej tata jest wampirem, a mama elfem. Ona po każdym z nich odziedziczyła jakieś umiejętności i jest pół elfką, a pół wampirką. Przed nią stoi teraz poważna decyzja, ponieważ jest w odpowiednim wieku, aby pójść do szkoły. Ma do wyboru dwie opcje i nie jest pewna, gdzie będzie się lepiej czuć i do którego świata należy w większym stopniu.

To już moja trzecia książeczka z tego cyklu i mam wrażenie, że to od niej wszystko się zaczęło. Jakoś wcześniej nie potrafiłam ułożyć ich w odpowiedniej kolejności, więc zdecydowałam się na czytanie przypadkowe. Dzięki temu mam pewność, że wcale nie trzeba posiadać do razu całej serii, że nie trzeba przejmować się jej kolejnością, bo to nie ma znaczenia. Autorka tak skonstruowała wszystkie książeczki, że czytelnik nie odczuwa braku informacji, nie gubi się w wydarzeniach, chociaż czyta w kolejności całkowicie przypadkowej.

W tej książeczce spodobało mi się to, że autorka bardzo wyraźnie zaznaczyła pewne różnice między elfami i wampirami. Stworzyła dwie szkoły, do których próbowała pójść Isadora i pokazała w czym dziewczynka jest dobra, a w czym słaba. Zestawiła ją z innymi dziećmi – prawdziwymi wampirami i prawdziwymi elfami.

Książka ta jest napisana bardzo prosto, lekko i przyjemnie. Bez wątpienia młody czytelnik nie powinien mieć problemu z czytaniem i na pewno wciągnie się w treść. Z pozoru lekka historia, książeczka cieniutka, a jednak w środku znajdziemy naprawdę sporo informacji, bo fabuła nie jest aż tak bardzo ograniczona jakby mogło się wydawać. W końcu w środku opisane są właściwie trzy różne szkoły – jedna dla elfów, druga dla wampirów, a trzecia dla normalnych ludzi.


Warto zaznaczyć, że seria ta jest niezwykle spójna pod kątem kolorystycznym. Jest to kolejna książeczka, gdzie dominuje róż, czerń i biel. Na ilustracjach nie widać innych barw i to jest naprawdę świetne, przynajmniej dla mnie. Całość jest bardzo dziewczęca, prosta i jednocześnie to wszystko sprawia, że nie tylko ilustracje są obiektem zainteresowania młodej osoby, bo nie odwracają one uwagi od treści. To jest ważne, bo w końcu historia Isadory jest na tyle ciekawa, że warto jest głębiej się z nią zaznajomić.

Na pewno bardzo fajne jest to, że ilustracje i treść stanowią jedną całość. Strony nie są przepełnione literami, ale też nie przytłaczają na nich grafiki. Wszystko ma swoje miejsce i dzięki temu całość czyta się bardzo przyjemnie.

Na koniec jeszcze chcę wspomnieć, że wykonanie tych książeczek nie jest jakieś super, ale też nie mogę powiedzieć, że jest beznadziejne. Lubię jeśli tego typu pozycje mają grube okładki i tak dalej, ale takie materiały z pewnością są droższe i podnoszą cenę produktu. Książeczki o Isadorze Moon są dość tanie, ale też kierowane do starszaków, które powinny potrafić szanować swoje rzeczy i eksploatować je w sposób ostrożny.

,,Isadora Moon idzie do szkoły” to kolejna książeczka z serii, którą od jakiegoś czasu mam okazję poznawać. Cieszę się, że na nie trafiłam, bo dzięki nim wracam do beztroskich lat i przypominam sobie czasy, gdy byłam wielką fanką fantastyki, przez co pochłaniałam wszystkie książki o wampirach.





Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akapit Press


Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza