‘’Isadora Moon obchodzi urodziny” – Harriet Muncaster


Niestety dotarłam już do ostatniej książeczki o Isadorze Moon i naprawdę żałuję, że nie ma ich więcej. Myślę, że większość fanów tej dziewczynki będzie zasmuconych, gdy okaże się, że już więcej historii nie ma i będą musiały czekać aż autorka postanowi napisać ich jeszcze kilka. Mi najbardziej podoba się to, że w środku nie znajdziemy bezsensownych treści, które kompletnie niczego nie uczą czytelnika.

Zbliżają się urodziny Isadory Moon i dziewczynka nie wie, jak je spędzić. Jej tata chce wyprawić przyjęcie typowo, jak dla wampirów, a mama sugeruje imprezę słodką, jak dla elfa. Isadora jednak chciałaby zaprosić na nią przyjaciół z ludzkiej szkoły i zaproponować im rozrywki zwykłe i normalne, takie jak miała okazję poznać podczas innych zabaw urodzinowych, na które była zaproszona. Jej rodzice bardzo się starają, aby ten dzień był piękny, niezapomniany i taki, jak sobie wymarzyła. Czy wszystko potoczyło się po jej myśli?

Powiem tak… Niesamowicie uśmiałam się przy tej bajce. Wydaje mi się, że ta część jest zdecydowanie najzabawniejsza, a przynajmniej ja ją tak odebrałam. Wszystkie książeczki z tej serii są oczywiście również pełne humoru, ale każdy inaczej reaguje na konkretne tematy.

Isadora Moon jest dziewczynką naprawdę cudowną, zabawną i bardzo mądrą. Tym razem jednak odnoszę wrażenie, że autorka chciała troszkę lepiej przedstawić nam rodziców dziewczynki. Rodzina ta żyje w ludzkim świecie, w otoczeniu ludzi, więc wydawałoby się, że muszą być zaklimatyzowani. Jednak ona ukazuje duży dystans, który przełamuje tylko Isadora. Ona chodzi do normalnej szkoły, więc chciałaby mieć urodziny jak wszyscy jej przyjaciele i bardzo prosi o ,,normalność” swoich rodziców. Zgadzają się oni na takie przyjęcie, ale… No właśnie! Nie będę zdradzać już więcej, bo nie chcę zdradzać zbyt wiele treści.


Podoba mi się to, że cała seria bardzo fajnie łączy się w całość. Ta książeczka również jest w tym samym stylu kolorystycznym, a więc dominuje tam róż i czerń. Uważam to za ciekawe rozwiązanie, ale też bardzo pomysłowe. Całość prezentuje się bardzo dziewczęco, przyciąga wzrok i na pewno wiele młodych czytelniczek będzie zachwyconych taką kolekcją w swojej biblioteczce.

Oczywiście również w tej książeczce nie zabrakło ilustracji, które urozmaiciły całość i sprawiły, że wszystko nabrało wyrazistości. Są wykonane naprawdę ciekawą techniką, nie biją po oczach, nie odwracają uwagi od treści, ale ją urozmaicają. Bez nich ta książeczka byłaby raczej nijaka, trudno byłoby sobie wyobrazić wydarzenia czy chociażby samych bohaterów. Dzięki nim całość jest po prostu cudowna i nie wyobrażam sobie, aby ich zabrakło.

Historyjka jest ciekawa, idealnie współgra z poprzednimi częściami i ciężko mi już znaleźć słowa pochwały, bo już przez cztery recenzję ciągle się powtarzam. Jednak jeśli ktoś nie widział poprzednich, to pewnie tego nie zauważy.

Wspomnę jeszcze o tym, że książeczka ta jest bardzo lekka, poręczna i można zabrać ją ze sobą naprawdę wszędzie. Jednocześnie jej zaletą jest również atrakcyjna cena, która powinna zachęcać do kupna.

,,Isadora Moon obchodzi urodziny” to książeczka, która kończy moją przygodę z całą serią i jednocześnie mogę powiedzieć, że podobała mi się zdecydowanie najbardziej. Naprawdę poprawiła mi humor i dostarczyła rozrywki. Jeśli chcecie zrobić jakiejś dziewczynce prezent książkowy, to możecie śmiało postawić na Isadorę Moon!



Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akapit Press


Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: