"Jano i Wito w domu" - Wiola Wołoszyn, Przemek Liput

Jano i Wito to jedna z ulubionych serii małych dzieci i ich rodziców. Jeżeli macie dziecko w wieku rok do czterech lat i nie znacie przygód sympatycznego rodzeństwa, to koniecznie rozważcie zakup!
Uwielbiam w dziecięcych książkach technikę wykonania, uwielbiam, gdy są dostosowane do małych niezdarnych rączek, odporne na gniecenie, plamy, liczne upadki... Choć sztywna oprawa nie uchroni nas przed zgnieceniem grzbietu, to z pewnością się nie podrze. Kiedy malec wyleje sok, czy ubrudzi stronę czekoladowymi paluszkami, wilgotna ściereczka załatwi sprawę. Bajka przystosowana jest w pełni do małych, roztrzepanych urwisów!

Teraz przejdźmy do historii, o czym opowiadają nam Jano i Wito w domu?
Mały Jano i duży Wito odkrywają, że w szafce na klucze brak jednego, największego klucza! Zastanawiają się, gdzie mogła podziać się zguba. Rozpoczynają więc poszukiwania. Na początek zaglądają pod zegar i słyszą dźwięki! Tik-tak, tik-tak - czy to klucz? Nie! To zegar! Tak też stwierdzają chłopcy i ruszają dalej. W kuchni coś bulgocze, chłopcy zaglądają do garnka, ale to także nie jest zegar, a jedynie zupa, którą gotuje mama. Nagle rozlega się kolejny dźwięk, więc bracia biegną tam, skąd dochodzi. Znów okazuje się, że to wcale nie jest klucz, a mama, która wierci dziurę w ścianie wiertarką. Gdzie podziewa się ten klucz? W trakcie poszukiwań chłopcy odnajdują jeszcze nożyczki, którymi mama wycina dziurę w materiale, pukanie wracającego z pracy taty do drzwi, skrzypienie schodów, mamę udającą ducha podczas składania prania, trąbkę i odkurzacz... Aż wreszcie, gdy wszystkie odgłosy milkną, chłopcy go zauważają! Klucz cały czas przyczepiony był do paska roztrzepanej mamy!

Książka i cała opowieść niezwykle wspiera rozwój mowy, choć początkowo wcale może Wam się nie wydawać. Podczas czytania malec naśladuje wszystkie dźwięki razem z nami, chętnie powtarza i co więcej, ma z tego mnóstwo frajdy! Wiola Wołoszyn jest z wykształcenia logopedką i całą swoją wiedzę włożyła w stworzenie tej serii. Z kolei odpowiedzialny za ilustracje Przemek Liput dostosował je do rozwoju wzroku dziecka. Stonowane, ale wyraźne kolory, szczegółowe obrazki, przyjazne postacie, dopracowana mimika twarzy... Same plusy, naprawdę!
Największym atutem książki są elementy sensoryczne, których tu nie brak. Uwielbiam połączenie zabawy z nauką, zwłaszcza w literaturze dziecięcej.

Choć napisałam Wam wyżej, że książka sprawdzi się u dzieci w wieku do czterech lat, to tak naprawdę, jeżeli kupiliście ją wcześniej, a Wasze dziecko właśnie poznaje literki i uczy się czytać, świetnie byłoby mu podsunąć tę bajkę. Literki są duże i wyraźne, dzięki prostej czcionce. Tekstu na każdej stronie jest niewiele, zaledwie kilka linijek, więc nie przytłoczy i nie zniechęci. Młody czytelnik szybko upora się z jedną stroną i rozpocznie kolejną. Widząc, że robi postępy, z pewnością nie zniechęci się tak łatwo, jak w przypadku dłuższych czytanek. Bardzo ważne jest też tło tego tekstu, gdy czytanka umieszczona jest na tle pstrokatym i rozpraszającym, trudniej jest skupić wzrok nam - dorosłym, a co dopiero dziecku...

Jak widzicie "Jano i Wito w domu" ma mnóstwo zalet, wad nie znalazłam. Dzieci uwielbiają tę serię, wiem, co mówię! Musicie wiedzieć, że rodzice też ją lubią, a to nie zdarza się często. Mam teraz na myśli kilka historii, które moja córka uwielbia, a ja na myśl o tysięcznym ich czytaniu mam mdłości... Koniecznie zanotujcie ten tytuł! Polecam.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz pięknie dziękuję Wydawnictwu mamania



Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza