"Milion miliardów świętych mikołajów" - Hiroko Mitai Marika Maijala

Wiem, że spóźniłam się nieco z tą recenzją i wiem też, że powinnam "nieco" wziąć w cudzysłów. Na swoją obronę mam jedynie to, że za mną bardzo intensywny i ciężki grudzień. Mnóstwo obowiązków, zmartwień, rozpraszaczy i w dodatku święta... Miejmy nadzieję, że nowy rok będzie łaskawszy dla nas wszystkich. Pomyślałam sobie, że choć kolejne Boże Narodzenie dopiero za rok, to możemy już pomału tworzyć gdzieś w kalendarzu, notesie, czy telefonie listę książek świątecznych na następne święta.

"Milion miliardów świętych mikołajów" to książka wyjątkowa, specyficzna. Musiałam ją dobrze przeanalizować, żeby wyciągnąć z niej to, co chcę Wam przekazać. Lubię, a wręcz uwielbiam wydawnictwo dwie siostry, więc byłam pewna, że krótka bożonarodzeniowa historia o dziwnym tytule musi mieć głębszy sens. 

Pamiętacie moment, kiedy przestaliście wierzyć w Świętego Mikołaja? Ja nie pamiętam, ale sama chcę jak najdłużej utrzymać tę wiarę w mojej córce. Robi się trochę niebezpiecznie, gdy dziecko idzie do szkoły. Wszyscy wiemy, jak okropni potrafią być rówieśnicy albo starszaki. Ich pełne przekonania wywody mogą skutecznie zniszczyć magię świąt w naszym dziecku. Lata budowania napięcia, zaszczepiania wiary w coś niezwykłego i utrzymywanie za wszelką cenę niepowtarzalnej magii mogą w kilka minut legnąć w gruzach...

W chwilach takich, jak ta albo w momentach, kiedy dziecko zaczyna zadawać nam dziwne pytania i wyraźnie wątpić, przyda się książka taka, jak ta. Historia, która początkowo mnie nie kupiła, zdziwiła, może nawet nieco zbulwersowała, okazała się świetną pozycją dla niedowiarków.
Na wstępie mamy wyjaśnienie, że bardzo dawno temu na świecie był jeden Święty Mikołaj, jeden, bo było  wówczas bardzo mało ludzi. Nie miał więc problemu z dostarczeniem w jedną noc wszystkich prezentów. Później, gdy ludzi nieustannie przybywało, było już dużo ciężej. Renifer potrzebował wielu przerw na odpoczynek, a worek był niezwykle ciężki... Wtedy Święty Mikołaj wpadł na pewien pomysł... Poprosił on Boga, by ten zamienił go w dwóch Świętych Mikołajów, co też się stało. Teraz było im znacznie łatwiej, w dwójkę rozdawali prezenty dużo szybciej i nie przemęczali się tak bardzo. Był jednak jeden minus tej przemiany - stali się o połowę mniejsi...

Z każdym rokiem nawet dwóm Świętym Mikołajom było ciężej, ludzi nieustannie przybywało, więc Bóg znów w odpowiedzi na prośby Mikołajów, z dwóch stworzył czterech. Teraz było o wiele łatwiej! Cztery worki z prezentami, cztery renifery i czworo sań. Niestety wielkość Mikołajów znów zmniejszyła się o połowę... Z każdym rokiem ludzi było jeszcze więcej, aż Mikołajowie nie byli w stanie ich zliczyć, wtedy poprosili Boga, by zamienił ich w milion Mikołajów, co też się stało. Tylko że teraz byli milion razy mniejsi, niż na początku i nie byli już wstanie nawet unieść prezentu. Wtedy naradzili się i wpadli na pewien pomysł! Każdy z nich nocą szeptał do ucha dorosłego, żeby przyniósł on dziecku prezent. Dorośli słuchali i przygotowywali prezenty dla wszystkich dzieci, a w Wigilię podrzucali pakunki pod choinkę. Dziś nikt nie jest w stanie zobaczyć Świętego Mikołaja gołym okiem, są tak malutcy, jednak nadal co roku szepczą do uszu dorosłych, by pamiętali o prezentach...

Może ta historia jest odrobinę naciągana, może ilustracje są nieco przerysowane i z pewnością nie w moim typie, ale mimo wszystko książka mnie urzekła. Świetna dla niedowiarków, ale zdecydowanie nieodpowiednia dla maluchów, które czekają, by przyłapać Świętego Mikołaja pod choinką. Warto mieć tę opowiastkę na wszelki wypadek, schować gdzieś głęboko w szafie i w odpowiednim momencie z pokerową miną wyjąć i podać dziecku. Taki plan mam ja.

Ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu dwie siostry



Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz