"Ostatnia wdowa" - Karin Slaughter

Zanim wzięłam się za tę książkę, postanowiłam poszukać jakichś informacji o autorce, bo aż wstyd, że nie miałam z nią wcześniej styczności. Karin Slaughter wydała już uwaga! Dwadzieścia pięć książek! Jest amerykańską autorką, zadebiutowała powieścią "Blindsighted", którą wydano w prawie trzydziestu językach. Bardzo uznana pisarka thrillerów i kryminałów oraz jej nowa książka - to musiała być prawdziwa uczta! Zanim wprowadzę Was do wnętrza książki, nadmienię jeszcze, że jest to część serii, a dokładnie dziewiąty tom z serii z Willem Trentem. Uspokoję Was też - bez obaw to, że nie znacie poprzednich tomów, nie wpłynie znacząco na odbiór tej powieści.

Bardzo podoba mi się to, jak została napisana ta historia. Poznajemy ją z punktu widzenia trzech postaci. Na początku każdego rozdziału mamy zaznaczoną datę i godzinę, pomaga nam to w orientacji, zwłaszcza że wielokrotnie czytamy powtórkę danego wydarzenia, ale to wszystko po to, byśmy mogli poznać odczucia każdego z głównych bohaterów. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, więc w skrócie opowiem Wam teraz, o czym w ogóle jest "Ostatnia wdowa".

Kiedy pewnego dnia spod sklepu zostaje uprowadzona Michelle Spivey - pracownik naukowy w agencji rządowej nikt nie doszukuje się w tej sprawie drugiego dna. Policja przez miesiąc bezskutecznie poszukuje kobiety. Dopiero cztery tygodnie później, gdy dochodzi do kolejnego porwania, tym razem Sary Linton - lekarza sądowego, pracownicy agencji orientują się, że oba uprowadzenia muszą być ze sobą powiązane. Tylko jak? Wiele pytań, zbyt mało odpowiedzi i uciekający jak piasek przez palce czas.
Bardzo ważną postacią w książce jest Will - agent GBI, który był z Sarą ostatnie godziny przed porwaniem, żadne z nich nie spodziewało się takiego zakończenia dnia. Popołudniową sielankę przerwał odgłos wybuchów i to tam się kierowali, jednak po drodze natknęli się na wypadek drogowy, oczywiście z racji wykonywanych zawodów czuli się zobowiązani do pomocy. Dla żadnego z nich nie skończyło się to dobrze, Sarę porwano, a Will został brutalnie pobity...

Już wyżej wspomniałam Wam o nietypowej narracji, wiem, że odbiór był bardzo różny. Część z Was tak jak ja doceniła możliwość wcielenia się w sytuacje i przeżycia wszystkich najważniejszych bohaterów, ale drugiej części to się nie spodobało. Zgadzam się, że czytanie po raz kolejny o tym samym wydarzeniu jest zbyt emocjonujące, ale mi to naprawę nie przeszkadzało. Dużo bardziej na przykład irytowało mnie przeciąganie akcji, wszystko rozwijało się w ślimaczym tempie, autorka bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę i tu znowu mamy tylu zwolenników, ilu przeciwników.
Fakt jest jeden - warto. Fabuła jest naprawdę sprytnie przemyślana, opisy są szczegółowe i często brutalne, do czego także trzeba się przyzwyczaić.

Znajdziecie tu wiele kontrowersyjnych wątków. Pedofilia, gwałt, trudne relacje międzyludzkie, bardzo okrutne opisy. Ta książka nie jest przyjemna, nie zrelaksuje Was po ciężkim dniu w pracy i nie nada się na spokojne popołudnie w fotelu z kubkiem kakao w dłoni. Ona jest przerażająca, momentami nieco obrzydzająca, niesmaczna i najgorsze - prawdziwa. Po tak mocnej lekturze można z łatwością uświadomić sobie, w jakim żyjemy świecie i jacy ludzie nas otaczają...
Nie zawiodłam się, tym samym więc polecam, ale zaznaczam, że musicie się skupić, poświęcić w pełni i wyłączyć myśli, by wczuć się w klimat stworzony przez Karin Slaughter. Miłej lektury moi mili.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję booktime.pl


Julia Komorska



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza