"Chilling adventures of Sabrina. Sezon na czarownice" - Sarah Rees Brennan

 Czy są tu może fani netflixa? Jeśli tak, to zapewne część z Was jest zarazem doskonale zaznajomiona z serialem, o którym opowiem za chwilę, a druga część na pewno o nim słyszała, albo kojarzy choćby z miniaturki. Nie jestem wielką fanką fantasy, wyrosłam z tego z wiekiem, ale jednocześnie twierdzę, że są produkcje, z których się nie wyrasta! Na myśli mam choćby ukochanego i niepowtarzalnego Harry'ego Pottera, który nie znudzi mi się nigdy i to zarówno jako film, jak i książka. Prócz Harry'ego miłością wielką darzyłam w dzieciństwie Sabrinę Spellmann, uroczą blondynkę latającą na odkurzaczu, która jednym ruchem palca zmieniała przed lustrem swoją garderobę. Uwielbiałam ją oglądać, uwielbiałam wyobrażać sobie, że ja też mam super moce, generalnie całe moje dzieciństwo marzyłam o tym, by być wiedźmą! Nie pykło moi drodzy, ale to oczywista oczywistość, jednak słabość do zaklęć, uroków i latania na odkurzaczu została!

Nową wersję Sabriny pokochałam równie mocno, jak tę starą. Zupełnie inny klimat, bohaterowie, fabuła... W zasadzie, jeśli porównamy sobie obie produkcje, to niewiele mamy cech wspólnych. Sabrina pozostała, ale zupełnie odmieniona, tak samo, jak ciotki, czy jej czarny kot. Nie piszę tego z pretensją, bynajmniej. Uważam, że godne uwagi są oba seriale i ten mroczny i ten cukierkowy.

Na książkę rzuciłam się od razu, ale nie myślałam wówczas o tym, czy na pewno będzie warto. Schody zaczęły się, kiedy ją dostałam i przeczytałam na okładce, że powieść inspirowana jest oryginalnym serialem Netflixa. Zmartwiło mnie to, przyznaję, ale jednocześnie tez nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czego się w sumie spodziewałam i jak wyobrażałam sobie tę książkę. Może liczyłam na kontynuację drugiego sezonu? Albo na jakieś wycięte wątki? Ciężko mi stwierdzić, naprawdę...

Powieść zaczyna się dużo wcześniej niż sam serial, Sabrina w pełni oddaje się jeszcze przyjaciołom z liceum, myśli o czarnym chrzcie, o swoich szesnastych urodzinach i o tym, co dla niej oznaczają, ale nie angażuje się jeszcze tak bardzo w ten magiczny świat i swoją mroczną stronę. Wręcz stara się jak najbardziej od tego odciąć, oczywiście do czasu... Narracja głównie prowadzona jest w pierwszej osobie, poznajemy tę opowieść z punktu widzenia Sabriny, ale między rozdziałami na czarnych stronach są pewnego rodzaju przerywniki, nazwano je - "Co się czai w mroku?". Tam możemy przeczytać przeróżne rzeczy - już w narracji trzecioosobowej. Poznajemy tam mroczne sekrety ciotek, Amrose'a, przyjaciół Sabriny, czy Dorcas, Agathy i Prudence. Możemy dowiedzieć się, jak bardzo Tommy kochał młodszego brata, jak często wstawiał się za nim u ojca i jakiego życia dla niego chciał. Akurat to mnie wzruszyło, bo śmierć Tommy'ego była nadzwyczaj bezsensowna i trudna do zaakceptowania. Na czarnych stronach książki znajdujemy też potwierdzenie wielkiej miłości Zeldy do czarnego pana, siłę jej poświęcenia i oddania. Sensem życia Zeldy jest służenie panu i dlatego tak bardzo przeżywa, że jej rodzina nie jest idealna, choć sama robi co może, życie nieustannie rzuca jej kłody pod nogi.

Hilda z kolei żyje dla swoich dzieci, Sabrina i Ambrose są dla niej wszystkim, nie zgadza się z praktykami i zdaniem siostry tak często, zbyt często! Właśnie dlatego wielokrotnie budzi się z ziemią na powiekach i choć coraz rzadziej ma ochotę wyjść z wykopanego przez siostrę grobu, to robi to dla swoich dzieci. Kilka stron poświęcono także Mary Wardwell, jednej z moich ulubionych postaci. Śmiertelniczce czystej jak łza, skromnej, wstydliwej, marzącej o wielkiej miłości, która zresztą jej się przytrafiła, ale niestety, nie było jej dane zbyt długo się nią cieszyć...

Ta książka po części jest jak spisane przemyślenia widza. Ubrane w setki słów spostrzeżenia, które nasuwały nam się podczas seansu. Muszę przyznać, że to ciekawe, to takie potwierdzenie tego, co sama stwierdziłam, rozwinięcie tych myśli... Książka nie wnosi niczego nowego, nie jest uzupełnieniem informacji, nie dowiemy się z niej czegoś, czego wcześniej byśmy nie wiedzieli, a mimo to jest przyjemna! Naprawdę miło było się w nią zagłębić, raz jeszcze wejść w świat magii, żabich oczu, zaklęć miłosnych, zajrzeć do kostnicy Spellmanów i do garnka ciotki Hildy. Dla wszystkich fanów serialu ta książka będzie prawdziwą gratką! Polecam.

Ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Publicat

Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz