"Pokój motyli" - Lucinda Riley

Jestem bardzo otwarta w stosunku do literatury, niewiele jest gatunków, którym mówię stanowcze "nie" i omijam szerokim łukiem. Nie lubię szufladkowania i zawsze staram się mieć otwarty umysł. Zawsze staram się też zrozumieć zamysł autora, puentę, odszukać drugie dno, jeśli takie jest... Mam
jednak swoich ulubionych autorów, których wydaje mi się, że znam już tak dobrze, iż wszystko pojmuję bardzo szybko. Lucinda Riley to pisarka z prawdziwego zdarzenia, nazwanie jej autorką byłoby krzywdzące, wierzcie mi. Prawdziwa mistrzyni, której pióro nie jest na tyle lekkie, by lektura nadawała się na leniwe popołudnie bez korzystania z komórek mózgowych. Czytając jej książki, musimy zachować trzeźwość umysłu, musimy być czujni, nie wolno nam niczego przeoczyć!

"Pokój motyli" to książka zdecydowanie wyróżniająca się na tle pozostałych powieści Riley. Byłam początkowo bardzo zdezorientowana, znam styl pisarki i wiem, że potrzebuje czasu, żeby się rozkręcić, no i oczywiście w końcu się doczekałam, ale nie zmienia to faktu, że niestety w mojej opinii jest to najsłabsza książka Riley, co nie oznacza jednak, że twierdzę, iż jest zła! Bynajmniej.

Główną postacią, wokół której kręci się cała historia, jest Posy Montague - wcześniej Anderson. Córka zakochana w swoim ojcu, oczywiście w przenośni. Ukochany tata od najmłodszych lat kształtował w swoim jedynym dziecku miłość do natury, a zwłaszcza do motyli, które wspólnie łapali. W domu Admirała mieszkały dziesiątki, jak nie setki ich gatunków, Posy nie wolno było się tam zapuszczać, ale wierzyła, że wszystkie schwytane przez nią i tatusia motyle są w domu Admirała szczęśliwe...

Cały świat małej Anderson legł w gruzach, kiedy dowiedziała się o śmierci ojca. Razem z ukochanym tatą z jej życia usunęła się także matka. Dziewczynka nigdy nie czuła z jej strony miłości, a gdy odesłała ją na stałe do babci i zerwała niemal wszystkie kontakty, dziewczynka zrozumiała, że prawdziwą miłością darzą ją już tylko babcia i opiekunka Daisy. Całe dalsze życie na Posy odbija się jej dzieciństwo, mało tego ma też wpływ na życie kolejnych pokoleń...

Powieść ta jest wielowątkowa, ale wszystkie poszczególne historie i ich bohaterowie w pewien sposób się łączą, tak więc mimo ponad pięciuset stron, które liczy książka, nie wolno Wam opuścić ani jednego zdania. Wszystkie, nawet najmniejsze szczególiki są istotne. Narracja zależna jest od tego, komu poświęcony jest rozdział, który akurat czytamy, a także od tego, w jakim czytamy czasie. Mamy tu mnóstwo szalenie ważnych retrospekcji, nie musicie się jednak martwić o to, że się w tej lekturze pogubicie. Każdy dział oznaczony jest datą, a Wy bardzo szybko się w tym wszystkim połapiecie, oczywiście o ile będą do tego chęci.

"Pokój motyli" to niezaprzeczalnie dobrze napisana powieść, dopracowana w najmniejszych szczegółach. Wszystko się świetnie łączy i zgrywa w odpowiednim momencie, wszelkie tajemnice odkrywane są stopniowo i klarownie. Teoretycznie powinna to być książka doskonała, ale czuję niedosyt, liczyłam na prawdziwą bombę, na coś takiego mega mocnego, w końcu do tego przyzwyczaiła swoich czytelników Lucinda Riley... Tak prawdę mówiąc, ukryty w głębi historii największy sekret wcale nie ściął mnie tak bardzo z nóg. Zaskoczył, owszem, pozwolił mi zrozumieć pewne zachowania i decyzje bohaterów podjęte w przeszłości, ale nie było to coś, na co liczyłam.

Książkę Wam polecam, ponieważ uważam, że jest godna uwagi. Dla największych fanów twórczości Riley może być niedosytem, natomiast dla tych miłośników literatury, którzy z tą pisarką nie mieli jeszcze do czynienia, jestem pewna, że będzie dopiero początkiem...

Ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros


Julia Komorska

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz