"Normalni ludzie" - Sally Rooney

"Normalni ludzie" to dość nietypowa książka, co dziwnie brzmi, zważywszy na tytuł, który paradoksalnie świadczy o zupełnej normalności. W zasadzie to ów normalność jest pojęciem względnym i dla każdego będzie czymś innym. Jednak sam sposób napisania tej książki, jej treść, bohaterowie, choć zaprezentowani bardzo prosto, wyróżniają się na tle innych powieści. Podobno jest to "jedna z najważniejszych powieści ostatnich lat", ale czy na pewno? Co na to wskazuje? To jedna z ulubionych książek Baracka Obamy i kto wie, może wkrótce i Wasza?

Poznajmy Marianne i Connella. Niczym odkrywczym nie będzie, jeśli teraz wspomnę, że pochodzą z dwóch różnych światów. On mieszka w niezbyt bogatym domu z matką, która zarabia sprzątając w domu rodziny Marianne. Z kolei ona należy do tych wyższych sfer i jej rodzinie niczego nie brakuje. Fakt, że stać ich na sprzątaczkę już o czymś świadczy. Jednak na przekór losowi nic nie jest tutaj oczywiste. To właśnie Connell jest szkolnym bawidamkiem. Uwielbiają go wszyscy, tym bardziej, że jest sportowcem, dobrze się uczy i jest bardzo atrakcyjny. Marianne jest pod tym względem pokrzywdzona, gdyż nie ma żadnej bliskiej sobie osoby, zaczynając od środowiska szkolnego, kończąc na betonowej rodzinie. Jest na tym świecie zupełnie sama i co więcej, uważana jest za kompletną dziwaczkę, od której trzeba trzymać się z daleka. Jest bardzo inteligentna, ma dobre stopnie i nie boi się powiedzieć nauczycielowi na lekcji, że niczego z jego lekcji się nie uczy. Tych dwoje są jak ogień i woda, lecz jednak Connella intryguje Marianne, dlatego też zaczyna przyjeżdżać coraz częściej po mamę, by odebrać ją z pracy. To jedyny moment, by przez chwilę pobyć sam na sam z zagadkową dziewczyną, która budzi w nim niepokój, ale i nieuzasadnione pragnienie bliższego poznania.

Po tym długim wstępie przejdźmy do części technicznej. W powieści tej czas akcji jest bardzo rozbieżny. Rozdziały noszą zazwyczaj tytuły "trzy miesiące później", "sześć tygodni później" itp., co pokazuje, jak wiele czasu upływa, gdy rozwija się relacji bohaterów. Co więcej, w trakcie czytania pojawiają się retrospekcje, co jest dodatkowym atutem książki, bo możemy wraz z bohaterem cofnąć się do przeszłości i zrozumieć jego poczynania. Dialogi nie są zapisane w tej książce, jak w każdej innej. Nie ma myślników, jest sam tekst, który się zlewa z opisami. Poznajemy zarówno myśli Marianne, jak Connella, a ich znajomość przeradza się w coś bardzo dziwnego. 

Wszystko skupia się wokół tych dwoje, pojawiają się w ich życiu różnego rodzaju perypetie, które możemy podzielić na odrębne wątki. Znalazłam w tej książce motywy przemocy, poznawania strefy seksualnej w różnych aspektach, relacji rodzinnych, śmierci, trudnej miłości, braku akceptacji siebie, problemach psychicznych i wiele, wiele innych. Pojawiają się oczywiście także inni bohaterowie, którzy stanowią otoczenie towarzyskie dla tych głównych. Wpływają znacząco na relację Marianne i Connella, co sprawia, że zawsze jakaś siła zewnętrzna odcina ich od siebie. Ciężko jest im zbudować poważną relację, zbudowaną na trwałych fundamentach. Pojawia się zbyt wiele problemów, konsternacji, niedopowiedzeń, strachu. To wszystko paraliżuje bohaterów, którzy sami nie wiedzą, czy są naprawdę sobą.

To niełatwa książka i przyznam szczerze, że nie żałuję tej lektury. W naszym realnym świecie łatwiej jest być oryginalnym i wyróżniającym się niż w pełni normalnym. Normalność jest przereklamowana i trzeba w jakiś sposób się wyróżnić, aby zostać zaaprabowanym. To trudna szkoła życia. Myślę, że nie każdemu spodoba się ta lektura, bo nie ma w niej akcji i może się wydań niektórym mdła, bądź nijaka. Dopiero po głębszym zastanowieniu można odkryć w niej coś więcej, gdyż po samym przeczytaniu nic nas nie zachwyci.

Ocena: 7/10
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - WAB


Paulina Mocka
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze: