"Siła marzeń" - reż. Tom Harper

Źródło
Ile jesteście w stanie zrobić, by spełnić marzenia i własne, ukryte pragnienia? Wiadome jest, że żeby osiągnąć sukces, trzeba spalić za sobą mosty i wiele poświęcić, by w końcu się udało. Jaka jest jednak tego cena? Czy aby nie za wysoka? W filmie "Siła marzeń" poznamy pewną stronę medalu i historię nietuzinkowej dziewczyny.

Rose-Lynn Harlan to dziewczyna o silnym charakterze i mocnym temperamencie. Poznajemy ją jako nieugiętą wojowniczkę, która właśnie opuszcza mury zakładu karnego. Wychodzi z niego uśmiechnięta i pełna nadziei. Uważa, że dojrzała, zrozumiała swoje błędy i teraz będzie walczyć o swoją przyszłość. Wyobraża sobie siebie jako gwiazdę estrady, jako piosenkarka country (nie country and western!). Rzeczywistość jest jednak zgoła inna. Najpierw odwiedza namiętnego kochanka, z którym uprawia miłość na pobliskiej trawie, a następnie powraca do domu matki, gdzie... czekają na nią dzieci. Tak, młoda Rose jeszcze przed ukończeniem osiemnastych urodzin posiadała dwójkę małych szkrabów, choć nigdy nie czuła się matką. Teraz też nie jest gotowa na macierzyństwo. Nigdy tego nie mówi, ale uważa je za błędy młodości i ograniczenie w walce o swoją przyszłość i karierę. Jak więc mogą potoczyć się jej losy, a także dwójki niewinnych dzieci?

Relacje pomiędzy bohaterką a osobami, które stają jej na drodze, są niedokładne i mało przemyślane. Widać, że na początku nie ma żadnych pozytywnych uczuć między nimi, a następnie dochodzi do momentu, kiedy bardzo się do siebie zbliżyli. Nie ma nic pomiędzy, przez co pozostaje widz z niedopowiedzeniem w głowie i zagwozdką, czy może czegoś nie dostrzegł, bądź pominął.

źródło
Sama bohaterka jest bardzo irytująca. Zdaje się nie zdawać sprawy, jak bardzo jest niedojrzała i niedorzeczna jednocześnie. Jest zbyt pewna siebie i lekkoduszna. Główny bohater nie powinien wzbudzać tak wielu negatywnych emocji w odbiorcach, a jednak Rose-Lynn nie zyskała sympatii.

Jej droga do kariery jest kiepsko zarysowana i właściwie to pominięta, zupełnie jak kluczowe elementy pogłębiania relacji bohaterów. Przeskakujemy od rozczarowania matki Rose, aż do wręczenia przez nią jej pieniędzy na podróż i spełnianie marzeń (What?!). Oczywiście koniec jest pięknym happy endem, który powstał chyba z braku pomysłu realizatorów na coś bardziej kreatywnego. Nie ma w tym filmie niczego ciekawego, poza dobrą muzyką i ukazaniem tego, jak ciężkie jest życie, choć pragnie się czegoś innego. Pomysł był dobry, lecz zabrakło ciekawszej fabuły, gry aktorskiej i lepszych dialogów. Nawet te zabawne zupełnie nie spełniał swojej funkcji.

To jeden z tych filmów, do których na pewno nie wrócę. Obejrzany, nie był najgorszy, ale do arcydzieła mu daleko. Jako producent, nie odważyłabym się zainwestować w nieskończony film, bo taki właśnie on jest. Wcale nie "inspirujący i poruszający" jak głosi okładka. Jest bardzo przeciętny i naprawdę nie ma się czym zachwycać.

Ocena: 4/10

Za film dziękuję wydawnictwu - Monolith
Paulina Mocka

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza