"121 łez" - I.M. Darkss

Przychodzi w życiu zapalczywego czytelnika taki moment, że chce przeczytać coś innego niż dotychczas. Jako że ja zaczytuję się chorobliwie w thrillerach i kryminałach - tym razem postanowiłam sięgnąć po coś obyczajowego z nutą romansu. Nowiutka książka "121 łez" wydała się idealna na tę okazję, dlatego też po nią sięgnęłam. Jakie zrobiła na mnie wrażenie?

Fabuła jest dość pogmatwana na początku. Poznajemy losy nieszczęśliwie zakochanej młodej dziewczyny, która uwikłana jest w bardzo toksyczną miłość z mężczyzną, któremu daleko do normalności. Te wspomnienia są jak zły sen, który prześladuje młodą Emily, która mimo upływu czasu, wciąż nie może pogodzić się z przykrymi wydarzeniami z jej życia. Myślała, że kocha Deksa, lecz w tym związku nie było mowy o prawdziwych uczuciach. Ta destrukcyjna i krzywdząca miłość zaprowadziła ją na most, gdzie wszystko, a więc całe jej życie, miało się zakończyć. Wtedy na ratunek przybywa Derek, niczym książę-wybawca i po roku od tego wydarzenia, często będą na siebie "wpadać", choć Emily wyraźnie będzie odpychać od siebie mężczyznę z myślą, że nie zasługuje na miłość. 

Emily to bardzo dziwna postać. Z jednej strony jawi nam się jako bezbronne dziewczę, bojące się wyrazić własną opinię, uległe mężczyznom, a następnie jest harda i nieustępliwa. Często powtarza, że jest obojętna na uczucia  i nie potrafi nic z tym zrobić, żeby później ubolewać nad faktem, iż boi się sprzeciwić rodzicom, bo ich kocha i nie chce utracić ich miłości! Jest więc postacią bardzo specyficzną, zachwianą emocjonalnie, za którą nie można nadążyć, gdyż nieustannie zmienia swoje przekonania, myśli i stosunek do danych osób/sytuacji. Z kolei Derek i Deks to dwa przeciwieństwa, a podejście do nich Emily również będzie miała odmienne.

To wieloaspektowa historia. Przede wszystkim bardzo tragiczna i bolesna. Niewiele w niej motywów ujmujących za serce, tylko wielki dramatyzm, rozszerzający się z każdym nowym rozdziałem. Znajdziemy tu trudne motywy rodzinne kilku bohaterów, różnorodne perypetie miłosne - niezdrowe, nadopiekuńcze i nietypowe, a także poruszająca wiele zagadnień natury psychicznej.

Czy to gorąca i zapierająca dech w piersiach opowieść? Nie powiedziałabym. Wiele wątków w książce jest napisanych na wyrost, zupełnie, jakby autorka czerpała inspiracje z filmów amerykańskich. Bohaterowie są albo mdli, albo niezdecydowani. Brak momentu, który nas zaskoczy, wszystko jest przewidywalne i monotonne. Nie dzieje się tutaj nic niezwykłego, wszystko zdaje się, że jest oklepane i nieoryginalne. To takie pomieszanie książek Sparksa z tandetnymi komediami (tylko tutaj w wersji smutnej). W tym przypadku to nie komplement, bo przez to wszystko wydaje się czytelnikowi, ze skądś tę historię już zna. Nie ma mowy oczywiście tutaj o plagiacie, jednak zaznaczam szablonowość pewnych zjawisk, przez co brak momentu "wow" podczas lektury.

Całość wypada dość średnio. Nie jest to zła historia, jednak zupełnie zwyczajna i niczym szczególnym wyróżnić jej nie mogę. Początek czytało się specyficznie, ponieważ był mało konkretny i zawiły. Jednak później wszystko się rozjaśnia i następuje konwencjonalna opowieść. Z pewnością osoby mało wymagające pod względem "efektów specjalnych" w książce, mogą być nawet i zadowoleni z lektury. Być może po przeczytaniu takiej ilości książek, mało co może mnie zadziwić, choć jednak wciąż się to udaje. Jestem wymagającym czytelnikiem i z przykrością muszę stwierdzić, iż spodziewałam się lepszej książki.

Ocena: 5/10
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - Zysk i S-ka
Paulina Mocka

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

5 komentarze:

  1. Mimo wszystko ja chciałabym przeczytać tę książkę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ją w planach. Może kiedyś, przypadkiem, jak trafi w moje ręce...

    OdpowiedzUsuń