"Kasztanowy ludzik" - Soren Sveistrup

"Kasztanowy ludzik to książka wyjątkowa, świadczy o tym już sam krzykliwy, umieszczony na  okładce napis. W końcu rzadko mamy do czynienia z powieściami napisanymi przez scenarzystów. Autor Kasztanowego, jest zarazem autorem genialnego ponoć scenariusza serialu "The killing". Ta książka, to debiut mężczyzny, ale czy udany? Już spieszę, Wam o tym opowiedzieć!

Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką, namiętnie zbierałam kasztany. Zarówno podczas spacerów z rodzicami, jak i tych organizowanych w przedszkolu, a później w pierwszych klasach podstawówki. Najczęściej, te zebrane kasztany, służyły nam oczywiście do tworzenia ludzików. Robiliśmy przeróżne postacie, a później bawiliśmy się w najlepsze, do czasu, gdy któryś ludzik nie stracił na polu bitwy głowy. W każdym razie, dążę do tego, że ludziki z kasztanów kojarzą się nam w większości dobrze, z beztroską, z dzieciństwem, z zabawą. Wierzcie mi, że po tej lekturze na kasztany spojrzycie już inaczej i raczej nie zachęcicie swoich maluchów, do tworzenia z nich figurek... 

Chłodna i ponura Kopenhaga, a aura doskonale komponuje się z przerażającymi wydarzeniami. Mnóstwo wątków, które umiejętnie się ze sobą przeplatają. Poznajemy policjantkę, samotną matkę, która nie jest gotowa na dzielenie ze swoim partnerem czegoś więcej, niż sypialnianego łóżka nocą. Naia Thulin pragnie zmienić kierunek życia zawodowego i właśnie w chwili, gdy pojawia się taka możliwość, przełożony zrzuca na nią początkowo nieskomplikowane zadanie. Musi ustalić tożsamość mordercy, do pomocy dostaje oczywiście nowego partnera. Tutaj pojawia się Mark Hess. Postać bardzo intrygująca. Od pierwszych stron wiedziałam, że jest istotnym, wartościowym bohaterem. Wyrzucony z Europolu, ląduje na prowincji. Tajemniczy, taki trochę cichociemny, ale bez dwóch zdań utalentowany!
Jest jeszcze minister spraw społecznych, kobieta na ważnym stanowisku, wykształcona i doświadczona, zarówno zawodowo, jak i przez życie, Rok wcześniej zaginęła jej córka, mimo że ciała nie znaleziono, do jej zabójstwa przyznał się chory psychicznie mężczyzna. Rodzina kobiety i ich wzajemne relacje zostały wystawione na ogromną próbę i choć nic nie układa się tam tak, jak powinno, kobieta po dwunastu miesiącach od tragedii postanawia wrócić do pracy. Niestety już pierwszego dnia, niczym bumerang, wraca cały ból, a z zaczynających zabliźniać się ran, znów sączy się ropa...

Co tydzień w sposób wyjątkowo zwyrodniały mordowane są kolejne kobiety, a przy ich zwłokach oprawca zostawia symboliczne, kasztanowe ludziki. Wszystkie ofiary, jak się okazuje, są ze sobą w pewien sposób powiązane... O co tak naprawdę chodzi i co wspólnego z tym wszystkim ma zaginione dziecko pani minister?

Naprawdę doskonały kryminał, który wielokrotnie mrozi czytelnikowi krew w żyłach. Sporo mamy tutaj wątków, ale nie ma mimo wszystko chaosu! Opisy są bardzo szczegółowe, a jednak nie przytłaczają! Sposób, w jaki autor opisuje morderstwa i wygląd ofiar, nie tylko umożliwia wizualizację, ale sprawia, że nie jesteśmy w stanie sobie tego nie wyobrazić! Ogrom szczegółów, tajemnic, pytań, wielkie brawa. 

Muszę wspomnieć też o wniosku, jaki nasuwa mi się po przeczytaniu tej powieści. Jestem mamą, chciałabym zostać nią po raz kolejny i z całego serca kocham swoją córkę. Sveistrup w swojej książce uświadamia, jak ważne i bezbronne są dzieci, powinniśmy o nie dbać, kochać, chronić i nie ma tu znaczenia, czy to są nasze pociechy, czy też nie. Dziecko jest dzieckiem i każde zasługuje na miłość, poczucie bezpieczeństwa i szczęście.

"Kasztanowy ludzik" nie jest lekką opowiastką, to konkretna, gruba i bardzo złożona książka. Nie polecam na leniwe beztroskie popołudnie w ogrodowym hamaku, polecam za to na wieczór z lampką wina w dłoni, w pełnym skupieniu. Nie gwarantuję jednak, że tej nocy będzie Wam dane zasnąć, powieść, mimo że gruba, wciągnie Was na długie godziny. Polecam!

Ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal



Julia Komorska

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Mam "Kasztanowego ludzika" i zapomniałam, że czeka na czytanie. Recenzja mi przypomniała.

    OdpowiedzUsuń