"Był sobie pies 2" - reż. Lasse Hallström

źródło
Mówi się, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, bo jest wierny, przyjazny i oddany. Nie raz się zastanawiamy co nasze czworonogi o nas myślą, co czują, czego naprawdę chcą. Twórcy filmu "Był sobie pies" i "Był sobie pies 2" postanowili zabawić się w jasnowidzów, wnikając w te małe (choć nie zawsze takie małe) ciałka, pozwalając zabrać im głos i pokazać jak wygląda świat od strony ogoniastych. 

Warto jest zaznajomić się wpierw z pierwszą częścią filmu, by zrozumieć więź psa Baileya i jego właściciela Ethana. Psiak towarzyszy mu od wielu lat, choć niekoniecznie pod jedną postacią... Żeby zrozumieć, co mam na myśli, dobrze jest właśnie nadrobić zaległość, obejrzeć film i powrócić do tej recenzji, gdyż skupię się od tego momentu tylko na drugiej części.

Ethan jest już podstarzałym mężczyzną, a młode, rześkie lata w życiu Baileya również już przeminęły. Jednak w ich domowym przybytku zjawiła się maleńka osóbka, CJ, wnuczka Ethana. Matka jednak jej nie rozpieszcza, gdyż jest młodą, rozczarowaną życiem kobietą. Boi się przyszłości, więc zamyka się na ludzi, widząc w nich tylko zagrożenie. Tworzy wokół siebie mur, którego nikt nie może przebić, dlatego losy CJ nie leżą w dobrych rękach. Ethan wie, że życie Baileya w tym ciele dobiega końca, lecz przed uśpieniem prosi go, aby zaopiekował się jego wnuczką, gdziekolwiek trafi i w jakiejkolwiek psiej formie. Tak też się dzieje. Przed psiakiem trudna droga do zdobycia kontroli nad życiem CJ. Stara się towarzyszyć jej na każdym etapie dorastającego życia dziewczynki, ale czy zdoła wypełnić obietnicę przyjaciela? Czy kiedykolwiek go jeszcze spotka?

Przyznam szczerze, że pierwsza część wydała mi się nieco bardziej ckliwa i mało obiecująca. Nie ukrywam wylanych łez, lecz nie wzruszyła mnie tak, jak druga, czyli kontynuacja. To przyjemny i sympatyczny film, a także prawdziwy wyciskacz łez i to wcale nie na samym końcu, lecz w wielu momentach seansu. Co prawda nie trudno jest mnie roztkliwić, lecz tutaj wręcz śmiałam się przez łzy. Nie jest to kino bezbłędne, powalające i nieziemskie, ale urocze i przejmujące. Twórcy z pewnością celowali w emocje odbiorców, co im się zdecydowanie udało. 

źródło
Minusem jest z pewnością to, że film trochę się dłuży i nie da się ukryć, że miejscami jest zbyt bardzo fikcyjny. Oglądając, jesteśmy oczarowani tym, że pieskie życie i myśli właśnie tak mogą wyglądać. Zastanawiamy się, czy właśnie nasz czworonożny towarzysz również jest taki zabawny i rozkoszny. Jednak niektóre wątki są  jak gdyby wplatane już na siłę i zbyt pobieżnie. Należałoby skupić się na konkretnym wątku dłużej i bardziej przemyślanie, niźli liznąć trochę tego i trochę tamtego, aby przejąć kontrolę nad odbiorcą i jego uczuciami, prezentując śmierć, rozstania, chorobę, nieszczęście rodzinne, miłosne i wiele innych wątków. Wszystko na raz nie jest dobrym rozwiązaniem, to za duży miks.

Nie mniej to wciąż godny polecenia film familijny na niedzielne popołudnie. Wspaniale nadaje się do oglądania go w gronie rodzinnym, aby wspólnie pośmiać się, popłakać i po prostu miło spędzić czas. 

Dużo do życzenia pozostawia polski dubbing, gdzie głosy są kiepsko rozdzielone, dlatego dużo lepiej sprawdzi się sam lektor, bądź napisy. To taki mały niuans ode mnie na przyszłe oglądanie :).

Ocena: 6,5/10
Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję - Monolith

Paulina M.

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Mało jest równie pięknych filmów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszą część oglądałam. Natomiast kupiłam drugi tom tej serii.

    OdpowiedzUsuń