"Dżentelmeni" - reż. Guy Ritchie

źródło
Tylko ktoś taki jak Guy Ritchie, odpowiedzialny za reaktywację kultowego "Sherlocka Holmesa" z Robertem Downey Jr., "Aladyna", czy "Kryptonimu U.N.C.L.E. mógł stworzyć taki film jak "Dżentelmeni". Pomieszanie rasowego kryminału z groteską i dobrym humorem to wciąż za mało powiedziane, by scharakteryzować ten film. Wyróżnia się jeszcze wieloma innymi czynnikami. Przejdźmy do fabuły.

Pewien znakomity handlarz narkotykowy, który wspiął się wręcz na szczyt tegoż przemysłu postanawia wycofać się z rynku i sprzedać swoje imperium. Naturalnie chętnych jest wielu i nie są to oczywiście prości ludzie z ulicy, ale rodowici brytyjscy bandyci. Próbują różnych sposobów, aby zdobyć zaufanie Mickeya Pearsona, w którego rolę wciela się Matthew McConaughey. Pearson jest niezdecydowany i ostrożnie podchodzi do spraw związanych ze swoimi interesami. Nie odda przecież takiego biznesu byle komu! Jednak pewni zainteresowani są niecierpliwi i chcą skutecznie go pospieszyć. Ponadto sprytny dziennikarz (Hugh Grant) postanawia wykorzystać sytuację, by samemu co nieco zarobić! W grę wchodzą duże pieniądze, ale zaraz, zaraz... to są przecież dżentelmeni! Wszystko musi odbywać się w kulturalny sposób.

Jak widać doskonale, obsada aktorska jest niewątpliwie dorodna i znana. Poza wyżej wymienionymi spotkamy na ekranie również Charlie'go Hunnama, Henry'ego Goldinga, czy Colina Farrela. Każdy w idealnie dopasowanych do siebie rolach i świetnych charakteryzacjach. Na szczególne zasługi zasługują przede wszystkim McConaughey i Farell, zagrali fenomenalnie! Nie można oderwać od nich wzroku. Kobiet w filmie jest niewiele, można je policzyć na palcach u jednej ręki, bo to w końcu film o dżentelmenach, więc królują mężczyźni. Główną kobiecą rolę odgrywa Michelle Dockery, która nie odbiega wcale mocno od facetów.

źródło
Momentami film się dłuży, ale mimo wszystko jest wciągający i bardzo zabawny. Może nie wszystko bawi w równym stopniu, jest to raczej uzależnione od poziomu naszego osobistego humoru. Zależy po prostu co nas śmieszy. Akcja na początku filmu jest pogmatwana i trudno jest zrozumieć o co tak naprawdę chodzi. Trzeba być uważnym i bardzo skupić się na seansie, gdyż później wszystko się rozjaśnia. Przy drugim oglądaniu można zauważyć dużo więcej szczegółów.

źródło
Fabuła przypomina mi co nieco "Bezwstydnego Mordecaia" z Johnnym Deppem, tylko tutaj akcja jest dużo bardziej rozbudowana i oczywiście obsada (wiem, powtarzam się, ale oni tak dobrze zagrali!). Jeśli lubicie filmy, w których dużo się dzieje, wręcz myślicie, że za dużo, a ostatecznie okazuje się, że "wow, to było świetne", to ten film jest dla Was.

Film mi się bardzo podobał, był ciekawy, oryginalny i zaskakujący. Nie wszystko było tak idealne jak aktorzy, ale mimo wszytko nadal zasługuje na laury i moje uwielbienie. Chętnie będę do niego wracać, dużo przy nim zabawy i śmiechu. Pomieszanie kryminału z komedią nie zawsze wypada dobrze, a tutaj jednak Ritchie się postarał.

8/10
Za film dziękuję - Monolith

Paulina Mocka




    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza