"Syn siodlarza" - Kelly Irvin

Książka ta jest ostatnią częścią trylogii, przedstawiającej życie pewnej społeczności amiszów, zamieszkującej południowy Teksas. Abigail Lantz ma jeszcze jedną dorosłą córkę, której życie miłosne, choć nie tylko, musi zawirować, dlatego też powstała ta część! Myślę, że nie trzeba znać ich wszystkich po kolei, ale warto. Wtedy wszystko dużo lepiej się układa, zapętla i nie ma żadnych wątpliwości co do występujących zdarzeń. Jak ta część wypadła na tle pozostałych? Czy zakończenie tej historii jest satysfakcjonujące? 

Zacznijmy od początku, czyli fabuły. Losy Debory i Leili są nam już znane, choć w "Synu siodlarza" nie zabraknie i tych bohaterek, więc można dowiedzieć się jeszcze wielu interesujących faktów! Z pewnością każdego zajmuje życie Laili i Jessego z dala od społeczności, którą opuścili. Tutaj może wszystko się jeszcze wydarzyć. Jednak główną bohaterką wydarzeń będzie Rebeka, która przez złamany Ordnung przez siostrę jest dużo bardziej pilnowana. Jej swoboda została znacznie ograniczona i sądzi, że zaufanie również, z czym nie może się do końca pogodzić. Żyje z dnia na dzień z małą urazą do bliskich i nadzieją na poprawę sytuacji. W jej życiu wiele się zmienia, gdy na horyzoncie pojawia się dwójka malutkich, zagubionych dzieci, którzy okazują się uchodźcami. Są wygłodzone, brudne i zastraszone. Rozpoczyna się walka o ich dobro, a w międzyczasie do ich społeczności dołącza nowa, wielodzietna rodzina. Tobiasz, tytułowy syn siodlarza namiesza w życiu Rebeki, choć początki będą niesympatyczne i trudne. Nawet ojciec Tobiasza odnajdzie w Bee County miłość. Jedno jest pewne - będzie się dużo działo!

Ostatnia część, która była najlepszą w moim odczuciu, pozostawiła wiele pytań odnośnie wiary, kwestii przebaczenia i przynależności. W tej wiele się zmienia i można niejako odnaleźć odrobinę odpowiedzi. Jednak początek trzeciej części nie bardzo mnie urzekł, wręcz irytował. Do tej pory społeczność amiszów wydawała się bardzo sielska, poukładana, przyjazna i bezpieczna. Tym razem odczucia miałam nieco inne. Dostrzegłam, jak bardzo są oni konserwatywni w swoich poglądach, a na pierwszy plan wysuwały się tylko decyzje i zdania mężczyzn. Jeżeli jakaś kobieta chciała wyjść przed szereg męskiego grona, natychmiastowo była tłamszona jednym podniesieniem ręki, sygnalizującym brak głosu w sprawie. To mnie konsternowało, bowiem amisze prezentowali się jako jedna wspólnota, gdzie każdy ma coś do powiedzenia i zrobienia, a tu jednak moje wyobrażenia nieco zelżały.

Jeśli chodzi o wątek miłosny, to w tej książce został najsłabiej przedstawiony. Tobiasz w swoim niechętnym postępowaniu do Rebeki przypomina odrobinę Fineasza z pierwszej części, z tym, że Tobiasz działał mi często na nerwy. Nie był ani trochę romantyczny, może jedynie pod koniec. Na początku był bardzo zgorzkniałym i aroganckim człowiekiem, z którym nie chciałabym się nawet zakumplować. Rebeka, choć momentami mało dojrzała, to jednak wiedziała, czego chce i pokazywała się zawsze od dobrej strony. Jako kobieta z tradycjami, która ma swoje zdanie i wie, jaka przyszłość jej się marzy.

Całościowo trylogia ta była bardzo dobra i zajmująca. Można dowiedzieć się wielu intrygujących rzeczy, okraszonych zawsze niebanalnymi historiami. Ponadto amisze zostali w każdej z opowieści przedstawieni w innym świetle, inny sposób i w różnych położeniach. To daje szeroki ogląd na całą społeczność, a w związku z tymi pozwala wyrobić sobie opinię i przemyśleć kilka spraw. My postępujemy często inaczej niż ci, odizolowani od postępującego świata ludzie. Z wieloma rzeczami się nie zgadzam, ale klika zmieniło mój punkt patrzenia.

Niestety ta książka odrobinę odstaje od pozostałych i nie ukrywam małego rozczarowanie. Jednak nie jest to książka zła, była bardzo ciekawa, ale przy takiej konkurencji jednak nie dała rady. Mimo wszystko polecam gorąco!


Ocena: 6/10

Za egzemplarz dziękuję - Prószyński i S-ka

Paulina Mocka


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza