"Guwernantka" - reż. Floria Sigismondi

Kate zostaje zatrudniona jako guwernantka dla małej Flory Fairchild. Jest sierotą, a jej wcześniejsza niania pewnej nocy pozostawiła ją z niewiadomych powodów. Jedynymi osobami, które z nią pozostały jest wieloletnia gospodyni Pani Grose (Barbara Marten) oraz o kilka lat starszy brat Miles. Kate szybko odkrywa, że zarówno dzieci, jak i ich posiadłość skrywają mroczne tajemnice.

Guwernantka w reżyserii Florii Sigismondi to film stworzony na podstawie powieści grozy Henry’ego Jamesa „W kleszczach lęku”. Niestety z książką nie miałam nigdy do czynienia, stąd też nie mogę dokonać porównania tych dwóch dzieł. Jednak zacznijmy od początku. Kate, w którą to rolę wcieliła się Davis Mackenzie, zostaje przydzielona do indywidualnego nauczania Flory (Brooklyn Price). Jednak po przybyciu na miejsce już samo domostwo przyprawia o dreszcze. W tym samym czasie do domu powraca Miles (Finn Wolfhard znany z roli ze Stranger Things), brat Flory, który został wyrzucony ze szkoły za pewne, karygodne zachowanie… Jak się okazuje, rodzice dzieci, jak i pracownicy domostwa zginęli lub zniknęli w tajemniczych, bądź tragicznych okolicznościach. Kate jest na tropie odkrycia tych wydarzeń. Czy to wina wyjątkowych dzieci, czy może maczają tu palce nadprzyrodzone i złowieszcze siły? Lub dzieje się tu całkiem coś innego, coś, co przekracza ludzkie pojęcie...

Wszystkie te wątki jak tajemnicze zaginięcia i śmierci domowników, mroczne posiadłości i zjawiska paranormalne to już tak oklepany  temat, że naprawdę ciężko jest stworzyć twórcom coś nowego i ciekawego. I niczego fascynującego nie odkryjemy także w tym filmie. Niemal do połowy filmu nie dzieje się zupełnie nic. Film się dłuży, a my odkrywamy bohaterów, poznajemy główny zarys fabularny i brniemy poprzez sztampowe sceny, jak np. mignięcie twarzy w oknie. Jakoś po połowie seans przybiera nieco na akcji, jednak nadal nie jest to nic nowego, ani szczególnego. Parę dobrych scen grozy. Role dziecięce są denerwujące i nie czepiam się odtwórców roli, a samego pomysłu na te postacie. Również zakończenie filmu, pomimo tego, że mógłby stanowić pewien efekt WOW… To stracił swój potencjał poprzez źle opowiedzianą historię i całkowicie ją zepsuł. Historia ta miała potencjał, ale scenarzyście i reżyserce nie udało się tego wydobyć. Dla tych, którzy oglądali ten film – czy nie uważacie, że już lepszym zakończeniem byłoby to „sprzed twistu”? Moim zdaniem ono już zupełnie zachwiało całą historią, przez co stała się bezsensowna.

Niemniej scenografia jak domostwo oraz otaczający ją ogród z basenem i labiryntem robi wrażenie. Tak samo pomieszczenia posiadłości oraz znajdujące się tam rekwizyty nadają odpowiedniego klimatu. Role zostały przydzielone prawidłowo, a na wyróżnienie zasługuje główna bohaterka, czyli Davis Mackenzie, która nieco ten film ratuje. Muzyka w filmie niemal w ogóle nie nastraja widza. A to wielka strata przy horrorach, ponieważ często to właśnie muzyka odgrywa główne skrzypce, nadając dreszczyku strachu i niepewności.

Podsumowując, film ten uważam za niewykorzystany potencjał. W ciągu całego seansu nie przestraszyłam się ani razu, interesowała mnie jedynie tajemnicza historia i jej rozwikłanie. A tu klapa. Gdyby nie te ostateczne zakończenie spokojnie dałabym ocenę 5, głównie za scenografię, obsadę aktorską i za pewne sceny grozy. Film zaciekawił mnie za to do zapoznania się z książką i porównania ,w jaki sposób historia została tam przedstawiona. Jeśli więc jesteście początkującym widzem horrorów, macie ochotę pooglądać grę aktorską jednego z bohaterów lub czytaliście wcześniej książkę, to myślę, że warto poświęcić na film nieco czasu. Natomiast jeśli poszukujecie dobrego seansu z poczuciem lęku i strachu, to raczej go tutaj nie odnajdziecie.

 Ocena: 4/10

Za możliwość zapoznania się z filmem dziękuję - Monolith




    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza