"Sekretne życie pisarzy" - Guillaume Musso

 Guillaume Musso ma specyficzny styl pisania. Jego powieści nigdy nie są proste w odbiorze. Pisarz ten lubi tworzyć ze swoich historii labirynty, którymi oprowadza czytelnika, by nagle wywieść go w miejsce bez wyjścia. Po czym burzy mur i dzieje się coś, czego w zasadzie nie przewidywaliśmy, bo jest tak pokręcone! Jego zabawa nie zawsze jest udana, czasami za bardzo przekombinowana, choć bez dwóch zdań wciąż nieprawdopodobna. Kiedy pierwszy raz przeczytałam jedną z jego książek - od razu się zakochałam. Pomysł był świeży, dopracowany i wciągający. Później się nieco zawiodłam, historia mnie nie porwała, ale zadziwiała. Tym razem do mych rąk trafiło "Sekretne życie pisarzy". Jak wypadła tak książka na tle pozostałych?

Ostatnio próbowałam opowiedzieć o tej książce bliskiej mi osobie i muszę przyznać, że nie był to proste zadanie. Na pytanie: "O czym była ta książka?" nie umiałam za bardzo odpowiedzieć, bo była o wszystkim! W dodatku fabuła nie posiada jednego głównego bohatera, narracje się zmieniają, wydarzenia przybierają na sile, a każda z postaci dowiaduje się o pewnych rzeczach w różnym czasie. Oj bardzo ciężko jest streścić taką książkę, unikając jednocześnie spoilerów, ale uwaga - udało mi się i rozmówca był nawet zachwycony, choć nie ukrywał, że musiał być bardzo skupiony, gdy opowiadałam. Dość jednak o tym, teraz muszę Wam, drodzy czytelnicy, nakreślić tę historię.

Całość tyczy się głównie Nathana Fawlesa, czyli pisarza okrzykniętego wielką sławą. On jednak w pewnym momencie swojej kariery postanowił usunąć się w cień i nie zadeklarował, że już nigdy nie napisze żadnej książki. Dlaczego? Nikt nie wie, pozostaje to zagadką na wiele, wiele lat. Fawles tymczasem przeprowadza się na wyspę Beaumont i wiedzie samotne życie. 20 lat później na wyspę przybywa kolejny młody pisarz, tym razem debiutant, który pragnie wydać książkę. Ma płonne nadzieje, że może któregoś dnia spotka na tym malowniczym przylądku swojego idola, a ten wskaże mu drogę do sukcesu. Jak jednak nawiązać relację z kimś, kto odseparował od siebie ludzi i cały świat? Udaje się to tylko jednej kobiecie, Mathilde Mooney, która w jakiś niewyjaśniony sposób czymś go urzekła. Wpuścił ją do swej willi, czując jednocześnie jakąś tajemnicę i grozę. Okazuje się, że te spotkanie rozpocznie falę niebezpiecznych wydarzeń. Niedługo później na wyspie zostają odnalezione zwłoki kobiety brutalnie zamordowanej. 

Jakie sekrety skrywają mieszkańcy wyspy? Czy ma to coś wspólnego z tajemniczą rezygnacją Fawlesa z kariery? Czy młody pisarz odnajdzie swojego idola, a ten pomoże mu poprawić jego książkę? Nic nie dzieje się tutaj przypadkowo i nawet najdrobniejsze detale okazują się kluczowe w rozwiązaniu całej zagadki. Czytelnik musi być skupiony i uważny, gdyż za parę stron wydarzy się coś, czego się absolutnie nie spodziewał.

Historia ta była naprawdę nieprawdopodobna, ale też zwraca uwagę na to, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma swój początek. Książki Musso najlepiej czytać jednego dnia. Usiąść i poświęcić kilka godzin na czytanie. Dzięki temu zyskamy pewność, że niczego nie pominiemy i wiele szczegółów zapamiętamy. Nie zalecam robić dłuższych przerw, wtedy trzeba zacząć czytać od początku. Głównie z uwagi na to, że autor bawi się czasem, dlatego warto czytać nagłówki, bo może się nagle okazać, że historia właśnie cofnęła się o 20 lat, a następnie przeniosła się błyskawicznie w czasie o +5. Fikcja niczego nie zabrania.

Tak jak głosi nagłówek, książka ta była w pewnym sensie fascynująca, bo byle kto nie wymyśli tak pokrętnej historii. Jednak była też nieco przekombinowana. Trochę za dużo wszystkiego, ale dla osób, które lubią formę szkatułkową, raczej będzie idealna. Przypomniała mi się od razu książka "Rękopis znaleziony w Saragossie" - tak to mniej więcej wygląda też u Musso.

Powracając do zadanego pytania we wstępie - Jak wypadła ta książka na tle pozostałych, które przeczytałam? Skoro pierwsza była arcyciekawa, druga trochę kiepska, to trzecią pragnę okrzyknąć mianem złotego środka. Nie zaintrygowała mnie niesamowicie mocno, ale też nie mogę powiedzieć, że była słaba. Była bardzo dobra, choć do doskonałości jej daleko. Rozumiecie? Mam nadzieję ;).

Ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - Albatros

Paulina Mocka



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. To jedna z tych książek, które chcę przeczytać od dawna i mam coraz większe wyrzuty sumienia, że jeszcze tego nie zrobiłam. A odnoszę wrażenie, po wszystkich recenzjach w tym twojej, że i wykonanie i treść stoją na poziomie :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz więc zaspokoić swoje sumienie i wreszcie po nią sięgnąć! :)

      Usuń