‘’Boot. Wielka przygoda małego robota” – Shane Hegarty

 

Lubię bajki, które są niestandardowe, a ich bohaterami nie są ludzie, którzy mnie otaczają i czasem mam ich już dość. Oczywiście historia o robocie bez wątpienia nie jest czymś kierowanym do osób w moim wieku, ale już wielokrotnie powtarzałam, że lubię recenzować takie książeczki, bo sprawia mi to przyjemność, a mam też w rodzinie młode osoby, które lubią czytać i chętnie przyjmują ode mnie prezenty w postaci tych książek.

Boot jest robotem, który brawie całkiem stracił pamięć. Ma tylko kilka wspomnień o Beti – swojej kochającej opiekunce. Postanawia, że za wszelką cenę ją odnajdzie, ponieważ ma coś należącego do niej. Ma też nadzieję, że przez przypadek trafił na wysypisko śmieci, bo w jego wspomnieniach widać doskonale, że był kochany przez Beti. Czy uda mi się odnaleźć dziewczynę? Jakie przygody spotkają go podczas długiej i skomplikowanej drogi?

Książeczka ta jest mała, poręczna i lekka, więc można bez wątpienia zabrać ją ze sobą wszędzie. Mnie do niej zachęciła urocza grafika na okładce i byłam wręcz pewna, że historia zawarta we wnętrzu nie może być nudna. Oczywiście nie zawiodłam się.

W środku przeważa tekst, ale pojawiają się również czarno-białe ilustracje, które obrazują bohaterów oraz ich przygody. Są one bardzo szczegółowe i realistyczne, prawie jak kadry z jakiejś bajki. Podobają mi się, stanowią dobry dodatek do tej historii i aż żałuję, że nie są kolorowe, bo z chęcią bym je zobaczyła także w takiej wersji.

Sam tekst jest dość sporego rozmiaru, a zastosowana czcionka z pewnością ułatwia czytanie. Jest to ważne w pozycjach dla młodszych osób, bo dzięki temu nie zniechęcają się zbyt dużą ilością wyrazów, ale też formą, która tylko wydłuża czytanie i nie pozwala skupić się na treści. Tutaj wszystko zostało doskonale przemyślane.

Sama historia jest oczywiście ciekawa, dynamiczna, przyjemnie się czyta o coraz to nowych przygodach bohaterów. Autorka na pewno spisała się na medal i udało jej się stworzyć książkę pełną akcji i intrygującą. Na pewno całość trzyma w napięciu, bo w końcu nie możemy być pewni, że Bootowi uda się odszukać swoją wcześniejszą właścicielkę, a nawet jeśli ją odnajdzie, to czy ona w ogóle będzie go chciała? W końcu z jakiegoś powodu postanowiła się z nim rozstać.

Podoba mi się również to, że autorce udało się zawrzeć w treści sporo naprawdę ważnych treści. W tym wszystkich ogólnie chodzi o to, że roboty są dla ludzi czymś normalnym – pomagają im, są ich zwierzętami i są posłuszne swojemu właścicielowi. Są jednak urządzeniami, które w pewnym momencie zaczynają się psuć, robią się stare i niepotrzebne. Podobnie jest z ludźmi, którzy bardzo często nudzą się prawdziwymi zwierzętami, które trafiają do schronisk. Nie rzadko bywa tak, że babcie lub dziadka najlepiej oddać do domu spokojnej starości, aby pozbyć się ciężaru. W tej historii to roboty dostały duszę i przywiązywały się do ludzi.

Wydaje mi się, że treść tej książeczki jest jednocześnie ciekawa, ale także pouczająca. Wyrzucenie zabawki z plastiku to nie to samo, co pozbycie się istoty żywej, mającej duszę i przywiązującej się do miejsc czy osób. Tego trzeba uczyć dzieci od najmłodszych lat, bo technologia może nas zaskakiwać, ale nigdy nie stanie się ważniejsza od rodziny, przyjaciół i żywych istot.

,,Boot. Wielka przygoda małego robota”, to książeczka naprawdę interesująca, ponieważ jej bohaterowie przeżywają wiele przygód. Doceniam również to, że w tym wszystkim autorce udało się zawrzeć bardzo ważną naukę i nie mogę się doczekać na kolejne części opisujące przygody Boota oraz jego nowych przyjaciół!


Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Wilga



Patrycja

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza