"Dzień, w którym powrócił" - Penelope Ward

Bardzo polubiłam się z piórem Penelope Ward po pierwszej jej książce, która pojawiła się w Polsce. Od tamtej pory zawsze chętnie sięgam po kolejne jej powieści i powiem Wam szczerze, że jak dotąd, nigdy się nie zawiodłam. Kiedy powieść trafiła już w moje ręce, miałam wrażenie, że coś pominęłam, przez pierwszych kilka minut towarzyszyło mi uczucie, że to kontynuacja historii głównych bohaterów. Na szczęście świrowałam niepotrzebnie, a kiedy zaczęłam czytanie, przepadłam na długo.

Najlepsze książki to te, od których niemal od razu ciężko jest się uwolnić. Takie, które pochłaniają czytelnika na długie godziny, sprawiając, że totalnie tracimy poczucie czasu, a gdy już uda nam się odłożyć powieść, to i tak nieustannie rozmyślamy o zaklętej w kartkach papieru historii. Właśnie taki jest "Dzień, w którym powrócił". Miałam wielką nadzieję, że wciągnę się od pierwszych stron, ale nie przyniosłoby mi wielkiego rozczarowania, gdyby tak się nie stało. Często czytam książki, których akcja rozwija się powoli, które testują w dużej mierze moją cierpliwość, ale te historie, nie da się ukryć, uciekają z głowy i serca szybciej... Za to zapewniam, że nowa powieść Pani Ward zagości na trochę w Waszych umysłach...

Zderzenia dwóch światów obserwujemy nieustannie, każdego dnia. Na myśli mam biedę, życie od pierwszego do pierwszego, bez żadnych luksusów i bogactwo. Często rozrzutność, afiszowanie się ze swoim majątkiem, luksusy, o których zwykły szary człowiek nie odważyłby się nawet pomarzyć. O tym jest ta książka. Raven i jej matka pracują dla szalenie bogatych Mastersonów, są na każde ich zawołanie, z goryczą przełykają każdy przytyk, kąśliwą uwagę, czy bolesne spojrzenie. Choć Raven ma cięty język i zna swoją wartość, wie, że lepiej przełknąć ślinę i nie mówić nic, niż narazić na utratę pracy i środków do życia siebie, a przede wszystkim swoją mamę... 

Gavin jest synem Mastersonów, kiedy wraca do domu ze szkoły z internatem dostrzega piękną Raven. Nawet przez moment nie myśli o tym, że dziewczyna jest w czymkolwiek gorsza od jego bogatych znajomych, nie traktuje jej, jak dziewczyny na posyłki, w odróżnieniu od swojego brata Weldona i matki. Próbuje zbliżyć się do dziewczyny, ale kiedy próby te dostrzega Pani Masterson, dosadnie daje mu do zrozumienia, jak bardzo jest niezadowolona. Choć Pan Masterson jest zupełnie inny od swojej żony, darzy matkę Raven wielkim szacunkiem i sympatią, a dla swoich dzieci chce jak najlepiej, nie ma zbyt wiele do powiedzenia i woli się nie wychylać przed szereg...

Z miłością jest tak, że jeśli coś ma się wydarzyć, to i tak się wydarzy. Jeśli dwoje ludzi jest sobie pisanych, to znajdą do siebie drogę. Raven i Gavin byli na siebie skazani i choć zarówno on, jak i ona nie chcieli zaznać złości jego matki, na wieść, że syn zadaje się z kimś z nizin społecznych, to wobec uczuć byli bezradni. Sprawy znacznie się skomplikowały, gdy wszystko wyrwało się spod kontroli... Pani Masterson pokazała, jak wielką ma władzę, a skutki jej poczynań oboje odczuwać będą latami.

Choć kusi mnie bardzo, nie zdradzę Wam nic więcej. Zapewniam jednak, że Penelope Ward zagwarantowała swoim czytelnikom mnóstwo wrażeń, zaskoczy Was niejednokrotnie. Książka należy już do grubasków, choć ilość stron wcale by na to nie wskazywała. W każdym razie, czyta się bardzo szybko, sprawnie, przyjemnie. Wielkość czcionki jest idealna, tak samo zresztą jak kolor i jakość papieru. Moja ulubiona narracja pierwszoosobowa pozwala jeszcze bardziej wczuć się w sytuację i emocje bohaterów. Znalazłam w tej historii wszystko to, czego było mi trzeba. Gorąco polecam.

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Editio



Julia

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza