"Gwizdka pełna życzeń" - Klaudia Bianek

Wczoraj z radością świętowaliśmy Mikołajki, które są miłym przedsmakiem świąt. Oznacza to również, że w grudniu rozpoczął się dla mnie sezon na czytanie świątecznych książek! Tegoroczny otworzyła książka Klaudii Bianek, która ku mojemu zaskoczeniu i zadowoleniu okazała się drugą częścią. Całe szczęście miałam przyjemność czytać pierwszą - "Najcenniejszy podarunek", dlatego historia Oliwii i Oskara była mi znana. Jakie są dalsze losy bohaterów?

Nie chcę za wiele zdradzać. Właściwie to lepiej będzie, jeżeli w ogóle nic nie zdradzę, gdyż koniec pierwszej części i początek drugiej są bardzo kluczowe. Nie chcę nikomu psuć radości z czytania, więc nie wspomnę nic na temat fabuły!

Klimat, jaki wytworzyła autorka, jest bardzo magiczny! Zabrała mnie w podróż po Polsce pełnej śniegu, grzanego wina i kolorowych lampek - bosko! Opisy tła i klimatu były naprawdę trafione w punkt. Reasumując: było bardzo przyjemnie, świątecznie i śnieżnie.

Natomiast sama historia mnie nie powaliła. Nie działo się w książce w zasadzie nic ciekawego. Czekałam cierpliwie, aż wreszcie nastąpi jakiś punkt przewrotny, coś się wydarzy albo okaże nieprawdopodobne. Nic z tych rzeczy. Akcja w zasadzie tu nie istnieje, a fabuła stworzona na miarę bardzo niszowych powieści. Cóż, naprawdę bardzo się zawiodłam. Koniec wprawdzie był dość wzruszający, ale i tak nie zdołał uratować, ani podciągnąć tej powieści. Ta część bardzo odstaje od poprzedniej. Ona szokowała, wprowadziła konkretny nastrój i cóż, działo się. Tutaj nie. Zupełnie, jakby książka była pisana na siłę i bez pomysłu. Trzysta stron opowieści na wyrost, gdzie opisy się powtarzają i wracają jak bumerang, brak przewrotności i czegoś, co zaintryguje. 

Okładką jestem zdegustowana. Para całujących się ludzi z kubkami wypchanymi po brzegi piankami do mnie nie przemawia. Nie jestem zwolennikiem umieszczania na okładkach ludzi. To dość narcystyczne i odpychające. Jednak to tylko silnie zsubiektywizowana opinia, nie należy się tym sugerować. Wolę, gdy na tytułowej stronie grafik umieści coś symbolicznego, co nawiązywać będzie do treści utworu. Tutaj tego nie ma, niestety. 

Ocena: 5/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - We need ya

Paulina


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Najpierw miałam w planach jej zakup, jednak zrezygnowałam. I chyba dobrze zrobiłam. Jest tyle innych książek, które chciałabym mieć.

    OdpowiedzUsuń