‘’Klub rozwodników” – reż. Michael Youn

 

Zawsze powtarzam, że kompletnie nie mam poczucia humoru i komedie nie są filmami, które lubię oglądać. Mnie one przeważnie nie śmieszą, czasami nawet czuje się zażenowana niektórymi fragmentami i głupimi żarcikami z rzeczy, które są po prostu poważne i nie zasługują na robienie z nich komedii. Mimo wszystko, dalej zdarza mi się oglądać przeróżne filmy tego typu i wielokrotnie trafiłam na produkcje godne uwagi, więc powoli przekonuje się do tego gatunku.

Ben po rozwodzie z żoną, która go zdradziła, nie potrafi znaleźć sobie miejsca i czuje się samotny. Złamane serce nie pozwala mu na zrobienie kroku ku budowaniu nowego życia, ale z pomocą przychodzi mu dawny kolega, który również jest rozwodnikiem, ale dla niego ten stan jest idealny. Razem zakładają ,,Klub rozwodników”, a wszyscy jego członkowie uczestniczą w szalonych imprezach, nikt nie szuka związku na lata i ich celem jest dobra zabawa. Okazuje się jednak, że Ben nie jest typem imprezowicza, a raczej jest romantykiem. Czy uda mu się poznać kobietę, która przywróci mu radość życia?

Trochę nie podobało mi się, że w momencie, gdy główny bohater został zdradzony przez żonę, to nagle odwrócili się od niego koledzy. Dlaczego? Bo żony im nie pozwalały na kontakty, bo bali się, że jego pech przejdzie na nich i inne takie. Czy w prawdziwym życiu takie sytuacje mają miejsce? Owszem, zdaję sobie sprawę, że ,,Klub rozwodników” to komedia, ale takie zobrazowanie rzeczywistości mnie kompletnie nie przekonało.

Tytułowy klub zrzesza właśnie takie osoby – odrzucone przez najbliższe otoczenie z powodu rozwodu. Mają oni wypasiony dom, są drużyną, w pewnym sensie się wspierają i spędzają razem czas, więc nikt nie jest samotny. To dość ciekawa koncepcja, na pewno szalona i idealnie zobrazowana w tej produkcji. ,,Dom rozwodników” jest naprawdę miejscem szalonym i wydawałoby się, że wszyscy mieszkańcy są zadowoleni panującymi tam zasadami, a raczej ich brakiem. Poza Benem, on przyzwyczaił się do innego życia, z ograniczeniami i dzieląc je z kimś podobnym do siebie.

Muszę przyznać, że momentami byłam lekko zdegustowana i ta wieczna impreza bez żadnych hamulców mnie brzydziła. Zachowanie bohaterów nie było zbyt smaczne, chociaż zdaję sobie sprawę, że za to odpowiada scenariusz. Pewne sceny siedzą mi w głowie i na pewno chciałabym się ich pozbyć, ale to tylko moja subiektywna opinia. Raczej nie jestem fanką takiego pokazywania ,,wszystkiego” bez żadnego skrępowania i hamulców. Niektórych mogło to nawet urazić, ale mnie osobiście po prostu obrzydziło.

Z drugiej strony, w filmie tym pojawiają się również momenty naprawdę godne uwagi, śmieszne i ciekawe. Wiele razy się śmiałam, niektóre wątki wręcz rozbrajają i cieszę się, że zobaczyłam tę produkcję, bo spędziłam przy niej kilka fajnych chwil. Oczywiście nie jest to film idealny, ale doceniam jego walory humorystyczne i brak jakiegoś durnego żartu, który degustuje.

,,Klub rozwodników” to film naprawdę ciekawy dla osób, które lubią się pośmiać i oglądnąć coś kompletnie niezobowiązującego. Sama dobrze się bawiłam podczas seansu, chociaż pewne elementy mnie zażenowały i zdegustowały. Mimo wszystko w ogólnym rozrachunku produkcja ta zasługuje na ocenę pozytywną i polecenie. To lekki film, wspaniały do oglądnięcia ze znajomymi, czy innymi osobami.



Ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z filmem dziękuję Monolith



Patrycja

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza