‘’Kopciuszek i szklany sufit” – Laura Lane Ellen Haun

 

Dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tylu emocji. To sprawiło, że postanowiłam popytać innych o tym, co myślą o tej pozycji. W mojej grupie testowej znalazły się naprawdę różne osoby – matki, ale także osoby bezdzietne o różnych poglądach. Osobiście mogę powiedzieć, że byłam wściekła po przeczytaniu i cieszę się, że poczekałam z napisaniem recenzji do dziś, ponieważ dzięki temu nabrałam niezbędnego mi dystansu.

Zacznę może od tego jak książka ta wygląda na pierwszy rzut oka. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że jej okładka jest raczej mocno dziecinna, sam tytuł taki jest. Dodatkowo w pakiecie dostałam zestaw naklejek – nie wiem, czy dołączony jest tylko do egzemplarzy recenzenckich, czy wszystkich. Książeczka dostępna jest w dwóch wariantach kolorystycznych – niebieskim (w domyśle męską barwą) oraz różowym (w tym wypadku raczej kobieca barwa). Największy żal mam jednak do samej akcji promocyjnej i braku niezbędnych informacji. Przeszukałam internet i nie znalazłam, jakiemu przedziału wiekowemu dedykowana jest ta książka. Na stronie wydawnictwa w opisie pozycji, w dosłownie ostatnim akapicie widnieje informacja, że to książka dla dorosłych czytelników, ale sprawdzi się również u młodszych czytelników. Co to znaczy MŁODSZYCH? Z tego właśnie powodu postanowiłam podzielić tę recenzję na dwie zasadnicze części.

Rzeczywiście mogę się zgodzić, że książka ta jest odpowiednia dla dorosłych, chociaż szata graficzna absolutnie tego nie sugeruje. Dodatkowo akcja promocyjna jest dość bezpłciowa i w ogóle nie sugeruje grupy docelowej. Na tym jednak nie chcę się skupiać w tej recenzji, bo miałaby chyba tysiąc stron, a tu treść jest bardziej istotna.

Całość skupia się na tym, że autorka przerobiła znane bajki tworząc wersję bardziej feministyczną i kobiecą. Rozumiem chęć pokazania płci pięknej w trochę innej roli, aby zerwać ze stereotypem delikatnej kobiecości, roli matki i żony, a także taniej siły roboczej. Jeśli mam być szczera i patrzeć na te nowe historie pod kątem dorosłej kobiety, to bawiły mnie. To wyolbrzymienie i koloryzacja okazały się dość śmieszne, chociaż momentami aż niesmażone i lekko żałosne. Warto też wspomnieć w tym miejscu, że raczej mam słabe poczucie humoru, nie jestem zagorzałą feministką, ale też nie mam poglądów konserwatywnych.

Gdybym od razu miała świadomość, że książka ta jest pozycją dla dorosłych, to zapewne oceniłabym ją jako zabawna, na pewno oryginalna i z ciekawym pomysłem, chociaż może nie do końca dobrze przeniesionym na papier. Jednak istnieje również druga strona medalu.

Młodszy czytelnik to kto? Różnie można go zdefiniować, bo to równie dobrze osoba siedemnastoletnia, ale też dwunastoletnia. Zakładam, że sporo matek kupiło tę książkę, aby młoda osoba poczytała trochę o równouprawnieniu i tak dalej. Sama bym pewnie tak zrobiła, a później byłabym wściekła, że dałam młodej dziewczynie pozycję, która jest… zła. Już pierwszy tekst jest mocno szalony, bo syrenka wraz z nogami dostaje waginę oraz wykład o seksualności – miesiączce, okresie, okropny opis porodu, którego nie chcę przytaczać, a sam tekst kończy się słowami, że dla łechtaczki warto było opuścić rodzinę. Oprócz tego pojawia się cała masa wulgarnego słownictwa (cipka i kutas to tylko rozgrzewka).

Teksty te mówią o prawach kobiety i o tym, jaka może być silna i dzielna, co samo w sobie nie jest złe. Z drugiej strony przedstawienie mężczyzn jest godne potępienia. W bajce o Czerwonym Kapturku wilk reprezentuje bez wątpienia mężczyznę, a autorka nazywa go trollowatym świrem. Z księcia, który chce obudzić Śpiącą Królewnę zrobiono gwałciciela i tak dalej. Oczywiście ja doskonale rozumiem zamysł autorki, ale przypominam, że ja jestem dorosła. Młodszy czytelnik niekoniecznie to wszystko zrozumie.

Podsumowując – dla dorosłych okej, dla młodszych już raczej nie. Mnie ta książka zawiodła, oczekiwałam po niej całkowicie czegoś innego. Można promować feminizm i równouprawnienie, ale nie trzeba od razu tak mocno akcentować przewagi kobiet. Zdaję sobie sprawę, że być może znajdą się fani tej pozycji, ale ja nią nie jestem. Dla mnie to książka zbyt wyolbrzymiona i jest w niej dużo niewiadomych.




Ocena: 3/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Albatros



Patrycja

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Szkoda, że książka Ci się w pełni nie spodobała. Ja mimo wszystko jestem zaciekawiona :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja planowałam do niej dotrzeć. Chyba jednak nie dla mnie taka lektura.

    OdpowiedzUsuń