"Tajemniczy ogród" - reż. Marc Munden

 "Tajemniczy ogród" to jeden z tych filmów, które ubóstwiałam w dzieciństwie. Książki niestety jeszcze nie przeczytałam, choć wiernie czeka na swoją kolej w mojej biblioteczce. Produkcja z 1993 roku wywarła na mnie duże wrażenie i pamiętam do dziś, jak bardzo mi się podobała. Tymczasem w 2020 roku powstał remake, które pozwolił tej historii odżyć na nowo w trochę innej odsłonie. Naturalnie postanowiłam obejrzeć i tę część, aby zaspokoić ciekawość i ponownie przeżyć tę wspaniałą opowieść.

Film przedstawia losy osieroconej dziewczynki Mary Lennox, która po śmierci rodziców zostaje odesłana do wuja, do Anglii na wychowanie. Nowe miejsce zamieszkania jednak nie spełnia jej oczekiwań. Wuj to zgorzkniały mężczyzna, który ukrywa się przed światem i przeszłością, która nie pozwala mu o sobie zapomnieć. Ponadto życia nie ułatwia dziewczynce gospodyni, Pani Medlock, która jest wyjątkowo oschłą kobietą z konserwatywnymi zasadami. Mary skazana jest więc na siebie i swoją fantazję. Eksploruje otaczający posiadłość ogród, który skrywa w sobie wiele tajemnic. Dziewczynka z rozkoszą je odkrywa, a z czasem przybywa jej towarzyszy do wypraw.

Podczas trwania seansu można zauważyć wiele przemian, jakie zachodzą w bohaterach. Każdy z osoba przeżywa swoją własną historię, naznaczoną cierpieniem i przykrą przeszłością. Wspólnie tworzą nową opowieść, poszukują siebie i ten proces jest bardzo widoczny. Mary z kapryśnej i nadąsanej dziewczynki wyrasta na dojrzałą i odważną panienkę. Takich zmian dostrzec można bardzo wiele i to przykuwa wzrok widza. Z przyjemnością obserwuje on poczynania bohaterów, którzy momentami irytują i przytłaczają swoim zachowaniem, lecz z czasem zaczynamy rozumieć ich postawy i położenie. Co więcej, widać ich wielkie starania, które zmierzają w dobrym kierunku.

Ucztą dla oczu jest tytułowy tajemniczy ogród, który zaskakuje kolorystyką i magią. Wyjątkowe wyeksponowanie tego miejsca uwydatnia jego rolę w filmie. Ponadto sprawia, że widz pragnie zamienić się miejscem z bohaterami, by móc przenieść się do tego radosnego i pełnego zmysłowości ogrodu.

Obsada była całkiem niezła. Ciekawa jest postać wuja, w którego rolę wcielił się Colin Firth, lecz pojawia się on sporadycznie. Przykrym zaskoczeniem była dla mnie Julie Walters w roli Pani Medlock. Zdecydowanie Maggie Smith w 1993 roku zagrała lepiej i dosadniej. Aktorka była wyraźnie zaangażowana w fabułę, a jej stosunek do Mary był zmienny i znaczący. Tymczasem w nowszej wersji Walters nie zagrała przekonująco, lecz jednostajnie i bardzo ponuro. Imponujący jest mimo wszystko debiut młodziutkiej Dixie Egerickx, którą z pewnością jeszcze zobaczymy na dużym ekranie. Widać potencjał w tej małej aktorce. Minusem jest także dubbing polski. O ile głosy Wojciecha Malajkata i Roksany Węgiel są dopasowane do postaci, tak męskie odpowiedniki głosów Dickona i Colina były oklepane i nieprzyjemne. Zupełnie nie pasowały do tych bohaterów, co irytowało podczas przeprowadzanych dialogów.

Produkcję tę uważam za udaną, choć nie we wszystkim. Oprócz paru niuansów i mankamentów był to film godny polecenia. Idealny na wieczór z rodziną, aby przypomnieć sobie wcześniejszą wersję, którą z pewnością każdy z nas zna. Można dzięki temu porównać obie produkcje, które w wielu miejscach bardzo różnią się od siebie. Polecam zatem każdemu!

Ocena: 6/10

Za płytę z filmem dziękuję wydawnictwu - Monolith

Paulina


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz