‘’Papua. Z wyspy na wyspę” – Grzegorz Rejchtman, ilustracje: Paulina Wach

 

Przeważnie gustuję w grach prostych, najlepiej karcianych lub bez wielu elementów. Rozgrywka ma być dla mnie w głównej mierze zabawą, a nie męczarnią w trakcie rozkładania wszystkich elementów, które mają przeróżne funkcje.  Czasem jednak naginam swoje zasady i daje szansę nieco trudniejszym produktom, ponieważ zwracają moją uwagę i tak było tym razem. Oczywiście gry typowo dla dorosłych są poza moim zasięgiem umysłowym i w ich kierunku niezwykle rzadko spoglądam. Jednak familijne gry bardzo często pojawiają się w moim domu.

Ilość graczy: 2-4

Wiek: 8-108

Czas gry: około 25 minut

Elementy gry:

- 32 dwustronne plansze zadań (128 zwykłych, 128 trudnych oraz 1024 zadania w łatwiejszym wariancie gry np. z młodymi graczami)

- 52 kafelki mostów (po 13 w każdym kolorze)

- 4 pionki

- 8 żetonów bonusowych

- 4 żetony wulkany

- spinner

- kostka

Zacznę od kwestii bardziej ogólnych, ale to nie oznacza, że mniej ważnych. Gra została opakowana w dość spore pudełko, ale jest ono bardzo solidnie wykonane i strasznie podoba mi się ilustracja, którą jest odblaskowa ryba. Dzięki tej kolorystyce i odbijającym światło materiale, całość przyciąga wzrok i nie jest za bardzo skomplikowana, czy nieprzyjemna dla oka.

Wszystkie plansze i mniejsze elementy biorące udział w grze są wykonane z kartonu, nie wyginają się i nie powinny się zbyt szybko psuć czy zniekształcać. Moje serce skradły również drewniane pionki! Cieszę się, że wydawnictwa starają się ogranicza ilość plastiku i nawet coś tak głupiego jak kilka drewnianych pionków cieszy.

Sama grafika na planszach i mniejszych elementach, jest naprawdę ciekawa i tworzy klimat. Podoba mi się to, że dominują niebieskie i zielone barwy, które uspokajają i dobrze się na nie patrzy. Oczy się nie męczą i rozgrywka jest przyjemniejsza.

Bardzo się ucieszyłam widząc, że instrukcja jest stosunkowo krótka i wszystkie kroki są również zobrazowane za pomocą ilustracji, to na pewno jest sporym ułatwieniem i nawet młodsza osoba sama rozgryzie zasady gry. Dla mnie nie były one problemem, dość szybko zapamiętałam wszystkie najważniejsze rzeczy, ale oczywiście pierwsza czy druga rozgrywka służyła głównie poznaniu zasad.

Gra ma właściwie trzy warianty. Jeden jest ,,normalny”, drugi jest trudny i je wybiera się po prostu na planszach, które dostaje każdy gracz. Dobrze jest zacząć od łatwiejszego, aby się wdrożyć i zapoznać z grą. Trzecim poziomem jest ten najłatwiejszy, gdzie trzeba połączyć trzy wyspy zamiast czterech. Fajne jest to, że można łączyć te warianty i młodsi gracze mogą używać plansz łatwiejszych, a np. rodzice czy starsze rodzeństwo może wziąć dla równowagi plansze trudniejsze – znajduje się na nich wulkan stanowiący przeszkodę w układaniu mostów łączących wyspy.

Miałam okazję przetestować wszystkie warianty tej gry i śmiało mogę powiedzieć, że żaden mnie nie nudził, nawet ten najłatwiejszy. Oczywiście w pewnym momencie gra zaczyna nudzić, ale za kilka dni chce się do niej powrócić. Dzięki temu, że plansz do układania mostów jest naprawdę dużo, to za każdym razem trzeba kombinować, jak rozmieścić mosty, aby połączyć wszystkie wyspy. Gra zmusza do myślenia, trzeba się skupić i dodatkowo działa presja czasu. Dzięki temu nie jest nudna, rozgrywka nabiera emocjonalności w momencie, gdy jest czwórka graczy, ponieważ każdy ma trójkę rywali.

,,Papua. Z wyspy na wyspę” to gra idealna na niedzielne wieczory w gronie rodzinnym. Nie jest ona trudna i skomplikowana, ale sama rozgrywka wymaga od każdego skupienia i kombinowania, żeby dobrze rozmieścić mosty. Sama doskonale bawiłam się podczas rozgrywki z młodszą kuzynką i nie wątpię, że jeszcze wrócimy do tej gry wielokrotnie.




Ocena: 10/10

Za możliwość zapoznania się z grą dziękuję Wydawnictwu Egmont



Patrycja

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz