Seria Franek, Frania & Felix "Zwierzęta domowe" i "Ciało" - Dorota Lipińska i Monika Ufel, Joanna Bartosik



Moja 3 letnia Lilia jest zafascynowana językiem angielskim i świetnie sama się go uczy z piosenek, więc w ostatnim czasie postanowiliśmy rozszerzyć jej biblioteczkę o anglojęzyczne pozycje. Na Zajączka wpadł jej mały prezent z Usborne, a teraz podarowałam jej dwie pozycje od Wydawnictwa Widnokrąg, które - uprzedzam - z przyjemnością Wam zaprezentuję i wytłuszczę, skąd ta rzeczona przyjemność się bierze.

Seria "Franek, Frania i Felix" została zilustrowana przez Joannę Bartosik, którą część osób być może zna z książek "Raz, Dwa, Trzy (...)" czy "Dwa, Trzy, Cztery (...)". Wspomniane przeze mnie tytuły dość szeroko obiegły czytelniczy światek dla dzieci i zebrały sporo pochwał od rodziców. Obrazki są bardzo proste, nie plastikowe, utrzymane w jednym, spójnym stylu z przyjemną oku, zdecydowanie nie pstrokatą kolorystyką. Koncept jest mym zdaniem trafiony na 100%, gdyż przejrzyście ukazuje dokładnie to, co w danej chwili jest omawiane. Przy okazji przyznam, że mnie zwyczajnie bawią te rysunki i wzbudzają sporo sympatii, im więcej na nie spoglądam, tym bardziej mi się podobają.


Dzisiaj chcę przedstawić Wam książki polsko-angielskie dla najmłodszych, pierwsza traktuje o zwierzętach domowych, druga zaś o ciele. Mogę od razu zaznaczyć, iż mam szczerą nadzieję, że powstaną kolejne pozycje. Książeczki dedykowane są dla dwóch grup wiekowych: 0+ i 2+, z czym się zdecydowanie zgadzam, bo nie widzę żadnych przeszkód by czytać je maluszkom, ba! to zdecydowanie książeczki pokazujące tak podstawowe aspekty, że spokojnie ujdą nawet do czytania tylko polskiej wersji. Zachęcam jednak do czytania wszystkiego, niech dzieci się osłuchują, jeśli mamy chęć je angielskiego trochę pouczyć - na pewno nie zaszkodzi. Inna rzecz, że przedszkolaki tez z nich coś wyniosą, przecież, no umówmy się, większość maluchów, 3-4 letnich ni w ząb mówi po angielsku i to jest absolutnie okej.

Przed rozpoczęciem czytania warto zajrzeć na ostatnią stronę tej kartonowej książki. Opisane zostały tam krótkie porady, jak można korzystać najefektywniej z tych pozycji i w jaki sposób wprowadzać je do życia codziennego, aby najlepiej utrwalić materiał. Nie są to jakieś wygórowane porady i nie wymagają od rodzica/opiekuna żadnych specjalnych umiejętności. Dodatkowym ciekawym atutem tych pozycji jest kod QR który prowadzi nas do nagrań polskiej i angielskiej wersji książki. Może to być wybawieniem dla tych z nas, co angielski w wymowie sprawia pewien kłopot.


Na początku książeczki o zwierzętach domowych poznajemy tytułowego kota Felixa, który będzie towarzyszył dzieciom na wszystkich stronach w tej części, zaś w pozycji o ludzkim ciele sporadycznie, jednakże równie fajnie się go wyszukuje - taka mini zabawa dla dzieci w znajdywanie kotka.

Całość jest zbudowana w prosty i przejrzysty sposób, nad obrazkiem widnieje tekst po polsku, a pod po angielsku. Zdania są krótkie i proste, wszystkie są w identycznej formie, dowiadujemy się jakie to zwierzę i jakie odgłosy wydaje. 

"Zobacz, to mysz!

Look, it's a mouse!

Mysz robi PI, PI!

The mouse goes SQUEAK, SQUEAK!"

Wyjątkiem jest poznany kameleon, który jest cichy i potrafi zmieniać kolory. Pod koniec pozycji poznajemy imiona naszych ludzkich bohaterów, witamy się z nimi i żegnamy, by na ostatniej stronie przeznaczonej dla dzieci pobawić się w zgadywankę "Kto się schował?".

W książeczce o ciele dzieje się trochę więcej, są też małe zmiany w podziale tekstu. Tutaj mamy na górze obrazka pytanie po polsku i od razu pod nim w angielskiej wersji, zaś na dole obrazka znajdziemy odpowiedź po polsku i angielsku w jednym rzędzie.

Pierwsze strony przedstawiają nam Franka i Franię, później bohaterowie pokazują głowę i szyję, a dalej już leci jednym schematem, mianowicie:

"Franiu, gdzie są twoje włosy?

Franny, where is your hair?

Tutaj! Here!"

Ta książeczka jest mym zdaniem o mały stopień trudniejsza od poprzedniej, jednakże wciąż bardzo przystępna i idealna na początek dla dzieci. Po zapoznaniu się z różnymi częściami ciała poznajemy całe ciało Frani i Franka, którzy później idą do kąpieli na "(...) chlapu, chlapu chlap! (...) splash! Splash, splash!". Na koniec czeka dzieci zabawa w ubieranie. Na obrazu widnieją dzieci i różne ubranka, które mamy za zadanie dopasować do części ciała.

Ta prostota w obu pozycjach jest fantastyczna, bardzo przyjemnie się na nich pracuje i widzę, że moja córka łapie bakcyla, to nie nauka, to zdecydowanie przyjemna zabawa, aktywne, miłe dziecku czytanie. Warto przemycać takie edukacyjne treści, ja widzę, jak to wspaniale podbudowuje moją córkę, ile radości jej sprawia wymawianie słów po angielsku i z jaką łatwością maluchy chłoną taką wiedzę, tak naturalnie, jakby posługiwanie się dwoma językami było wpisane w ich rozwój i poznawanie świata.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Widnokrąg

Ocena 8/10

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz