"Naturalna apteczka" - Fern Green

Domowe sposoby na codzienne dolegliwości - to właśnie ten napis z okładki przykuł moją uwagę i sprawił, że bardzo chciałam mieć tę książkę. Kiedyś, w zasadzie jeszcze nie tak dawno temu, bardzo często łykałam tabletki. Najczęściej na ból głowy, byłam zmęczona, zestresowana, nie mogłam spać, miałam bardzo ciężki okres w życiu, kawę piłam jedną, po drugiej, a przeciwbólowe proszki łykałam częściej, niż jedzenie. Z małą pomocą poszłam po rozum do głowy i okazało się, że bez tabletek też da się żyć, a przecież w dużej ilości bardziej szkodzą, aniżeli pomagają... 

Na pewno sami często cierpicie na bóle pleców, stawów, kości, nerek, zębów, dolegliwości jest mnóstwo, a od czasu do czasu każdego z nas coś dopada. Nie zawsze pod ręką mamy maść, czy odpowiednie lekarstwo, a ból przybiera na sile. Właśnie wtedy zaczyna się szukanie sposobów, by choć troszkę sobie ulżyć, przeszukujemy gorączkowo internet, dzwonimy o poradę do rodziców, czy babci, a dobrze byłoby mieć wszystkie rady w jednym miejscu, prawda? Dlatego właśnie przychodzę do Was z naturalną apteczką!

Moją maleńką córeczkę od pewnego czasu zaczyna męczyć ząbkowanie. Jeśli jesteście rodzicami, wiecie co to oznacza... Lekko nie jest. Dwumiesięcznemu niemowlakowi niewiele można podać, a jednak bardzo chciałoby się ulżyć dziecku w cierpieniach. Gorączkowo wertowałam książkę w poszukiwaniu domowych sposobów, no i znalazłam! W książce jeden rozdział w całości poświęcono właśnie dzieciom i niemowlętom. A skoro już przy rozdziałach jesteśmy - jest ich aż dziewięć, a każdy zawiera bardzo dużo specyfików, dokładny opis działania, produktów, które potrzebne są do przyrządzenia mikstury i przepisu.

Nie licząc wstępu, książkę zaczyna psychika. Niepokój, depresja, bezsenność i stres. Wiadomo, że depresja jest poważną chorobą wymagającą specjalistycznego leczenia i odpowiednio dobranych leków, jednak prawidłowa diagnoza pochłania nawet całe lata, wówczas warto czymś się wspomóc. Tonik uspokajający, saszetka do kąpieli, czy kojący spray. Warto spróbować, czyż nie?

Kolejne rozdziały poświęcono układom pokarmowym, moczowym, sercu, oddechowym, skórze, kościom, stawom, mięśniom, uszom, oczom, a później personalizowanie już - kobietom, mężczyznom no i dzieciakom. Każdy rozdział dysponuje sporą ilością specyfików. Są tu koktajle, napary, domowej roboty maści, olejki, płyny do kąpieli, pasty, herbaty a nawet olejki.

Obiektywnie patrząc, nie wszystkie te receptury wykonacie ze składników, które trzymacie w kuchennych szafkach, no bo kto ma zawsze świeżą szałwię albo liście mącznicy lekarskiej? Troszkę szkoda, że w połowie przepisów są produkty, których trzeba szukać i to na pewno nie kupimy ich w pierwszym lepszym sklepie, ale z drugiej strony są też takie przepisy, których składniki na pewno ma każdy.

Dobrą informację mam dla przyszłych mam, znalazłam tutaj olejek na rosnący brzuch, napar laktacyjny, czy olejek regeneracyjny na piersi. Każda kobieta, której dane było karmić piersią, wie co to oznacza... Prócz bliskości z maluchem, jest to także czas bólu, pieczenia, łez a nawet krwi, niestety... W książce jest też napar na menopauzę, przeznaczony dla kobiet, które macierzyństwo, karmienie piersią i rosnący brzuch mają już dawno za sobą. Zaś w rozdziale mężczyzn szczególnie zwróciłam uwagę na napoje wspomagające leczenie układu moczowego i prostaty. Myślę, że od czasu do czasu, profilaktycznie, każdy mężczyzna powinien sobie taki koktajl wypić. Dla zdrowia, dla siebie i dla swojej rodziny, po prostu...

Przydatna książka, którą warto mieć w domu, wielbiciele medycyny naturalnej i naturalnego łagodzenia wszelakich dolegliwości będą w siódmym niebie. To prawdziwa gratka dla takich osób. Zbliża się dzień mamy, jeśli Wasza ma takie zainteresowania to polecam książkę na prezent. Zresztą tak sobie teraz myślę, że każdy człowiek z upływem lat bogatszy jest nie tylko w doświadczenia i wiedzę, ale także w uciążliwe dolegliwości. Szkoda obciążać żołądek łykaniem proszków, podsuńcie dziadkom, czy rodzicom tę książkę i szepnijcie parę słów. Z doświadczenia wiem, że dziadkowie często mają zajawkę na zrobienie samodzielnie nalewek, kompotów, przetworów i myślę sobie, że takie specyfiki kojące ból będą tylko jeszcze większą frajdą! Przyjemne z pożytecznym. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal


Julia Wyrębska


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz