‘’Mala M.” – Lilka Płonka, Paulina Świst

 Paulinę Świst kojarzę, czytałam już kilka jej książek i przeważnie byłam zadowolona, więc doszłam do wniosku, że chcę poznać powieść, którą napisała w duecie. Do romansów podchodzę z rezerwą i mam wobec nich określone oczekiwania, a nie są one szczególnie wysokie i niemożliwe do spełnienia. Niestety nie zawsze trafiam na historie, które czyta mi się przyjemnie i chce je polecać. Jak jest tym razem? 

Mala na imprezie poznaje mężczyznę, z którym spędziła fantastyczne chwile, jednak na drugi dzień on znika, a ona niewiele pamięta. Kobieta za wszelką cenę chce poznać tożsamość boga seksu i robi wszystko, aby go odnaleźć. W tym samym momencie w jej życiu pojawia się kolejny mężczyzna – przystojny sąsiad, który ewidentnie jest nią zainteresowany. Mala nie spodziewa się, że nowi znajomi zapoczątkują nowy etap w jej życiu. 

Książka ta jest napisana całkowicie potocznym językiem, takim trochę z podstawówki, z mnóstwem słów, które w słowniku pojawią się może za sto lat. Ilość przekleństw jest kosmiczna, właściwie każda emocja to ogromna porcja wulgaryzmów, których bez wątpienia można było uniknąć. Nie lubię takiego stylu, jest on dla mnie bardzo prymitywny i jednak od faktycznie wydanych książek oczekuję dużo więcej. 

Bohaterką jest kobieta, która ma ponad trzydzieści lat, ale zachowuje się niczym panienka z gimnazjum. Dziecinne decyzje, dziecinne akcje i spontaniczność, która całkowicie nie pasuje do osoby dorosłej. Rozumiem korzystanie z życia, zabawę i tak dalej, ale już bez przesady, to w ogóle się nie trzymało kupy. 

Kolejną rzeczą, która biła po oczach, to dziwne porównania w treści. Część z nich była bezsensowna, trochę żenująca, chociaż pewnie miało to być śmieszne. Rzeczywiście czasem się uśmiechnęłam, ale kilka razy byłam zniesmaczona, bo niektóre porównania były średnio trafione. 

Zaletą wydawał mi się brak mafii, ale niestety przytoczę tu pewne porównanie. Na maturze jak nie ma ,,Lalki” to ona i tak jest. Tak samo wygląda kwestia wątku mafijnego – on jest wszędzie i aż dziwię się, że nie mam głupich snów, bo jestem ewidentnie prześladowana. W przypadku tej książki zasada ta się sprawdziła i w końcu pojawił się mój ulubiony element, już nie chcę się rozpisywać na ten temat, bo autorki po prostu standardowo zastosowały to rozwiązanie. 

Przeczytałam tę książkę od początku do końca, ale bez większego przekonania i radości. Trochę jestem zawiedziona końcówką, ponieważ wiele wątków mi umknęło. Co w końcu stało się z tą książką Malej (nie wiem, czy dobrze odmieniam)? Jeśli będzie kontynuacja, to mam nadzieję, że dowiemy się trochę więcej na niektóre tematy. Niestety mam w głowie wiele pytań, które rzeczywiście powinny doczekać się odpowiedzi i prawdopodobnie chciałabym przeczytać kolejny tom i dać kolejną szansę temu duetowi. 

,,Mala M.” to mocno średnia książka, która miała potencjał. Nie jest ona napisana w moim stylu, autorki używają dużo wulgaryzmów, czego bardzo nie lubię w książkach, nawet romansach. Oczywiście pojawia się mafia, dość niestabilna główna bohaterka i niby całość jest dynamiczna, dużo się dzieje, ale jednocześnie czułam wielki niedosyt po przeczytaniu. Brakowało mi wielu informacji, które rozwiązałyby wszystkie rozpoczęte wątki, więc liczę na to, że autorki przewidują kontynuację, ponieważ jest ona potrzebna i może jeszcze uratować tę serię!


Ocena: 4/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Akurat



Patrycja


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz