poniedziałek, 25 września 2017

"Efekty uboczne" - Michael Palmer



                Dla każdego człowieka, druga wojna światowa kojarzyć się będzie bardziej niż negatywnie. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że w tym czasie działy się niewyobrażalne rzeczy, i to nie tylko jeżeli o rządy Hitlera chodzi. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów, ściśle związanych z wojną, były eksperymenty ludzi, którzy nazywali siebie lekarzami. Uważali, że swoimi działaniami służą medycynie i dobru swoich ludzi. Jednak medyczne próby wiązały się z obiektami badań, których nazistowscy lekarze mieli pod dostatkiem w postaci więźniów obozów pracy. 

                Michael Palmer opisuje w "Efektach ubocznych" badania na temat leku, który miał zatrzymywać płodność u kobiet tylko po to, by mogły one pracować nieprzerwanie dla okupanta. Ta ponura i tragiczna wizja staje się widmem całej opowieści, która płynnie przenosi nas do czasów współczesnych. 

"Mały atlas ptaków"- Ewa i Paweł Pawlak

„Mały atlas ptaków”- Ewa i Paweł Pawlak, wydawnictwo: Nasza Księgarnia
               
Drogi Czytelniku, pragnę się podzielić z Tobą ogromnym zaskoczeniem, które mnie spotkało po przejrzeniu „Małego atlasu ptaków” autorstwa Ewy i Pawła Pawlaków. Książka przerosła moje najśmielsze oczekiwania i podejrzewam, że także wielu innych osób, które się z nią zetknęły. Odpowiedź na pytanie, co sprawiło mi taką niespodziankę znajdziesz poniżej.

„Coś ci powiem, Stokrotko…” – Mira Jaworczakowa



      Jest to pierwsza przeczytana przeze mnie książka dla dzieci od niepamiętnych czasów!  Z czasem, gdy dorastamy, sięgamy po coraz to różniejszą literaturę, bardziej „dojrzalszą”,  zapominając przy tym o zwariowanym świecie kolorowych opowiadań. Czasami trafiamy na książki, w których pomimo dużej ilości tekstu – nie znajdziemy niczego interesującego, jak i również na takie, w których słów jest niewiele, natomiast ich treść zostaje z nami na długo w pamięci. Tej książki nie porównamy objętościowo chociażby z „Lalką” Prusa, jest to dość krótka opowieść, ale niebanalna!

   Książka Miry Jaworczakowej sprawiła, że cofnęłam się w przeszłość. Ponownie stałam się małą dziewczynką , która po wakacjach ma pójść do pierwszej klasy podstawówki, tak samo jak Stokrotka – główna bohaterka ów powieści. Siedmioletnia dziewczynka jest wystraszona, bardzo nieśmiała i niepewna. Boi się, że nie pozna w szkole żadnych przyjaciół, i że dzieci będą się z niej śmiać. Okazuje się, że nie będzie sama, ponieważ rusza jej z pomocą…Misiaczek! Mały, śliczny Misiaczek, którego dostała od cioci, i który „powędrował do kieszeni czerwonego sweterka Stokrotki i już tam został. I jest.” Był przy niej, gdy pierwszy raz poszła do szkoły (i o dziwno, wcale nie było tak źle!), gdy pierwszy raz zachorowała, a nawet wtedy, gdy niedobry Józio uderzył Stokrotkę w głowę mocno ugniecioną kulką! Byli po prostu nierozłączni. Myślę, że każda dziewczynka miała w dzieciństwie swojego małego przyjaciela, który może nigdy nie wymówił ani słowa, ale zawsze był.

"Kapitan Majtas. Inwazja Nieprawdopodobnie Nikczemnych Kucharek z Kosmosu" - Dav Pilkey



„Kapitan Majtas. Inwazja Nieprawdopodobnie Nikczemnych Kucharek z Kosmosu (i zaraz potem atak Równie Paskudnych i Makabrycznych Truposzów) to już trzecia książeczka o tym niezwykle oryginalnym superbohaterze. Tytuł tej części jest niezwykle… interesujący i obiecujący, prawda?


Dobrze znane nam z poprzednich książeczek łobuziaki – Harolda i Georga – znowu narobili sobie i innym okropnych kłopotów. Co prawda tym razem nie była to całkowicie ich wina, no bo kto by się spodziewał, że zamiast kilku wybuchowych babeczek kucharki upieką kilkaset? Na pewno nie nasi chłopcy, więc dlaczego to ich mamy obarczać całą odpowiedzialnością? No i to w końcu nie ich wina, że na dachu ich szkoły wylądowało UFO z trzema nikczemnymi osobnikami, pragnącymi przejąć władzę na ziemi.
„Trzecia wielka powieść” Dava Pilkeya dostarcza nam jeszcze większej dawki dobrego humoru niż poprzednie dwie. Na dodatek jest bardziej rozwinięta pod względem fabularnym niż jej poprzedniczki. Dzieje się w niej o wiele więcej, a i akcja jest dużo ciekawsza i nieco bardziej skomplikowana. Nadal jednak idealnie nadaje się dla najmłodszych czytelników, a wręcz jest dla nich odpowiedniejsza. Ponadto nawet osoby starsze mogą odnaleźć w niej synonim rozrywki i spędzić z nią miłe popołudnie czy jesienny wieczór.

Wywiad z Michałem Biardą



1. Co skłoniło Pana do napisania książki o tak nietypowym tytule?
Najpierw był pewien pomysł na fabułę, następnie mozolne rzeźbienie w literkach, a dopiero później powstał tytuł. Pozwolę sobie zatem rozbić Pani pytanie na dwa i odpowiedzieć po kolei. Co mnie skłoniło do napisania książki? Chyba każdemu, kto uwielbia czytać, przeszła kiedyś przez myśl idea, żeby spróbować napisać coś samemu. Tak właśnie było ze mną. Chciałem stanąć w szranki z tymi wszystkimi autorami i autorkami, którzy od lat zapewniali mi fantastyczną rozrywkę, i sprawdzić, czy i ja jestem w stanie sklecić coś sensownego, co mogłoby dać innym ludziom podobną radość. Dlaczego taki nietypowy tytuł? Miało być ciekawie. Chciałem, by nie trąciło sztampą i zapadało w pamięć. Z drugiej strony, zależało mi na tym, aby tytuł miał odzwierciedlenie w fabule. Wydaje mi się, że udało się idealnie.